2/17/2016

15. 110 dni

Dobra, 2016 siedzi, luty już nawet, a tu nic się nie dzieje. Tyle razy już to robiłam, że nawet nie jest mi głupio. I szczerze powiedziawszy patrzę na pusty arkusz już od dobrej godziny i na prawdę pustka w głowie aż mnie boli.

Dzieje się dzieje dookoła ale już na prawdę nie mam ochoty opowiadać. Tłumaczę i opowiadam non stop i jeszcze tutaj? Dobra, zrobię to tylko i wyłącznie dlatego, że sama postanowiłam sobie zamieszczać tu tę marną historię.
Ostatni post był 2 listopada czyliiii.. jakieś 110 dni temu, chyba, że kopnęłam się w obliczeniach, wybaczcie. W ciągu tych 110 dni naprawdę trochę się wydarzyło…. „kocham te moje ekscytujące początki opowieści”.

Przyjechałam razem z mamą, żeby pomogła mi przez pierwsze dwa tygodnie zadomowić się trochę i poszukać pracy. Nie no nie mam weny, dobra cicho, skup się. Była, pojechała, było smutno cicho i pusto. Znalazłam dla Antka przedszkole, do którego chodził może maksymalnie dwa tygodnie. W tym czasie pracowałam w kilku miejscach, bo jak wiadomo praca przez agencje, nie jest tak kolorowa jak się spodziewałam jadąc tutaj. Większość czasu siedzę w domu na dupie i liczę krople deszczu na oknie, NO BO CO INNEGO. Powoli zaczynam się irytować, jakaś taka mocno podirytowana ostatnio chodzę. 

Poznałam ludzi. Tylko i wyłącznie dzięki takiej, a nie innej pracy mam znajomych, miałam więcej, ale Polak za granicą już nie jest Twoim bratem i po raz kolejny przekonałam się, że lepiej unikać rodaków za granicą, niż szukać u nich przyjaźni. Pomimo większej ilości nieudanych znajomości, znalazły się też takie, które warto pielęgnować, mogę je policzyć na palcach jednej ręki. Ale po co komu więcej?
Przez prawie dwa miesiące miałam współlokatorów. Z jedną częścią tych współlokatorów dogadywałam się bardzo dobrze, a z drugą miewało różnie, raczej nie dobrze. Co poskutkowało tym, że w chwili obecnej toczę wojnę na słowa. Ale pamiętajcie drogie dzieci, z głupim nigdy nie wygracie, głupiemu trzeba przyznać rację i przybić jeszcze piątkę, hura. Także wojna, nie wojna, nie ważne, szkoda słów, może kiedy indziej, teraz nie, teraz nie ma weny.
Zostałam ciocią!


Oczywiście historia nie obejdzie się bez zawsze obecnego i aktywnego Pana S. czyli ‘gdziekolwiek się nie pojawię, zawsze wszystko spierdolę’. Nie minęła nawet pierwsza połowa grudnia, a Pan S. już tu był. I tym razem drogie dzieci Was nie zaskoczę, bo Pan S. był pijany! Przez miesiąc, prawie dzień w dzień, kilka razy dziennie, słyszałam walenie do drzwi i okien ‘wpuść mnie!’, ‘chcę tylko zobaczyć Antosia’, ‘chcę zobaczyć mojego syna i wejść się ogrzać’, ‘nie nakarmisz mnie?’. Serio? Znam to zbyt dobrze. Grudzień, więc można się spodziewać na dworze minusowej temperatury OCZYWIŚCIE, ale alkoholik zawsze da radę, nie ma innej opcji. Z czasem dowiedziałam się, że Pan S. okupuje super, hiper, wyjebiście wygodniutki, de luxe materac na opuszczonym ogrodzie, za opuszczonym domem i tam nie groźny był mu już śnieg, deszcz, grad czy wiatr, ważne, że flaszka zawsze była w kieszeni.
W końcu wylądował w szpitalu, zakażenie w nodze i odmrożenie rąk i nóg, tydzień w szpitalu pozwolił mu w końcu wytrzeźwieć. Pojawił się potem tylko na chwilę, odebrać swoje rzeczy, które jeszcze pozbierałam z ulicy, wyprałam i włożyłam mu do torby. Wiem, nie powinnam, nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale zrobiłam, na chuj drążyć temat. Tego dnia widziałam go po raz ostatni, jeszcze później miałam z nim styczność w internetach, trochę gróźb, problemów, ostatecznie możliwe, że wylądował w więzieniu. Tyle w temacie, i mam nadzieję, że ten temat się więcej nie pojawi na mojej życiowej ścieżce.

A teraz zakończenie. Dobra, chciałabym, móc częściej zmusić się do pisania, ale moje lenistwo jest tak uparte, że sobie z nim nie radzę. Może są na to jakieś leki? Opisane wyżej wydarzenia to tylko skrót, potrzebuję być pod wpływem skrajnych emocji, by przywołać wenę do pomocy. Nie, chyba nie będę się zmuszać do płaczu, żeby coś napisać. To już nie ten etap.


Dobra, trzymajcie się ciepło, cieszcie się nadchodzącą wiosną tak jak ja to doskonale potrafię robić i będę zbierać siły na kolejne wpisy. Cześć!

1 komentarz:

  1. Nie wierzę, że przed chwilą napisałam komentarz, który zawierał tyle treści które chciałam ci przekazać i się gnój zasrany usunął. Mniej więcej chodziło o to, że kiedyś z wielką chęcią przeczytałabym książkę o twoim życiu i wszystkich historiach z niego, mimo że czasami nie wyglądało na kolorowe. Mam w sobie coś z Ciebie, chociaż całkowicie się różnimy! Nie poddawaj się, walcz o swoje i pamiętaj, że gdzieś tam jest Twoja czytelniczka która mocno trzyma za Ciebie kciuki!

    Kara.

    OdpowiedzUsuń

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2016/02/15-110-dni.html