Mówisz "podziwiam Cię". Czytasz moją historię i twierdzisz,
że na moim miejscu nie dałbyś rady. A ja słucham i myślę "jak można nie
dać rady? To co byś zrobił? Nic? Zniknął? No co, nie miałbyś innej możliwości
niż dać radę. Po prostu".
Pomimo swojego wieku, 20 lat to jednak niewiele, trochę szalonych
rzeczy mam za sobą, ale nie czyni mnie to o wiele mądrzejszą od innych.
Poznałam swoje zachowania w pewnych sytuacjach, to do czego jestem zdolna by
przetrwać i zobaczyłam na własne oczy trochę tego i owego. Nic więcej.
Jednak jest mi całkiem miło, kiedy dostaję wiadomość na fejsie, że
ktoś na prawdę mnie podziwia. To, że w
ogóle ktoś czyta moje wypociny jest bardzo motywujące.
Wracając do tematu, to nic
wielkiego. Raz dostałam prośbę pomocy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tuż
obok mnie ktoś miewa podobne problemy. Że ktoś, kogo znałam od dzieciaka, teraz
buja się gdzieś na granicy detoks a dragi, ale bardziej dragi niż detoks. No
byłam w szoku, serio.
A jednak, patrz. Pomogłam myślę w
małym stopniu, właśnie dzięki temu, że piszę te swoje nudnawe tekściki, po
prostu by uporządkować myśli.
W momencie kiedy przyjechałam do
Anglii i minimalnie się tu zaklimatyzowałam poznałam kilka naprawdę wspaniałych
osób. Takich ludzi ze świecą szukać, szanować i pielęgnować jak kwiatki na
wiosnę. Zwłaszcza, kiedy przez większość swojego szarego życia obracasz się
wokół ludzi, których tak na prawdę nie znasz, albo uważasz ich za takich jakimi
nie są. Z tych znajomych których miałam w Polsce, teraz mam kontakt dosłownie z
kilkoma, mogę ich zliczyć na palcach jednej ręki. Cała reszta kręci się tylko
wokół Facebooka i lajków pod zdjęciami. Nic więcej. A MYŚLAŁAM, że miała tyyylu
przyjaciół, ha!
Oczywiście nie wszystko jest tak
kolorowo jak się pisze, bo na świecie są ludzie i są parapety. Wszyscy wiemy o
co chodzi. Poznajesz człowieka, dajesz mu super wypasiony pakiet zaufania i
tylko patrzysz z boku co z tym zrobi. Liczysz na cudowne obrazki, a tu okazuje
się, że nie dość, że okaże się fałszywą świnią, zakłamanym gnojem, zbędnym
elementem, to jeszcze cię wykorzysta i zostawi na lodzie. W moim przypadku
jedna na 20 osób poznanych osób okazuje się być człowiekiem, cała reszta to
takie zbędne elementy. Dlatego też, zrezygnuję chyba z rozdawania mojego super
wypasionego pakietu zaufania, bo naprawdę nie lubię się zawodzić. W ogóle po co
tracić miejsce we wpisie, czas i myśli na takie parapety? Lepiej skupić się na
tych przyjemniejszych tematach.
Na dzień dzisiejszy wiem, które
relacje pielęgnować i pieścić, by przetrwały jak najdłużej, bo życie jest
naprawdę krótkie i trzeba się nim cieszyć. Na co komu stresy, choroby z tego
wynikające, leki jakieś na starość i ślepota, skoro można tego uniknąć i żyć
dłużej swoim własnym osobistym wypielęgnowanym szczęściem?
Chwila,
chwila. O czym właściwie miał być ten wpis? Nie wiem na czym się dokładnie
skupić.
Nienawidzę manipulacji. Kurwa. Skup
się, żarty się skończyły. Lecę. Wiele razy chciałam dać się ponieść na
innych rękach, nie na moich, nie po mojemu, każda ręka niszczyła, delikatnie,
coś zabrała, coś tam coś tam, aż na sam koniec tej drogi zostałbyś sam i do
tego bez niczego, na dokładkę ze świadomością ile razy cofnąłbyś czas by tego,
tego czy tego nie robić.
Zniknął nie było go. Cieszyłam się, że
pójdzie siedzieć, w końcu wygrałam. Nie dałam się donieść do końca tej drogi na
obcych rękach, oparłam się i stanęłam na nogi, zrozumiałam, że to złe, że to
nie moje dzieło i nie moja duma, wręcz przeciwnie. W sumie dalej tak jest, ale
ostatnio coś we mnie pękło, a dzisiejsza wiadomość jeszcze dobiła, jakbym
dostała liścia prosto w twarz.
Dlaczego weszłaś na mojego Facebooka? Jak Antoś? Nie wiem czy
zdajesz sobie z tego sprawę, ale mam do amputacji jeden palec, niedowidzę na
prawe oko, mam krwiaka mózgu, ale w sumie to już nie Twoja sprawa. Wiedz, że
nie pozwolę by ktokolwiek Ciebie i Antka skrzywdził, jesteś złą i najgorsza ale
w sumie to kocham Cię. Jestem o krok wprzód do przekonania, że ot tak można
kogoś wymazać z pamięci. Będę o Was walczył do końca. Nie było żadnej L., po
Tobie nie miałem nikogo i nie będę nikogo miał, mówiłem, do trzech razy sztuka.
Nie ważne. Hajs to priorytet, zostańmy przy tym temacie. Zdecydowałem, że
zniknę w sumie, znajdź dla Antka dobrego tatę, ja zniknę, będę Was wspierał
finansowo ale niech Antek nie wie o moim istnieniu.
A teraz Drogi Czytelniku znajdź tu logikę, bo ja nie widzę. Nie
wiem, słowa to tylko słowa. Ja już ludziom w słowa nie wierzę, słowa nic dla
mnie nie znaczą, nie słowa są ważne a czyny.
Ja mówię nie jesteś, nie byłeś, nie będziesz Bogiem, nie ma
poziomów, nie ma, zejdź na ziemię, nie jesteś gwoździem tego programu, mówisz ‘przetrwasz’.
Ja wiem, ja tak, ty nie, nie jesteś mocny, nie jesteś mądrzejszy z każdym
kolejnym upadkiem, nie jesteś silniejszy, wbrew pozorom. Jesteś chory a każdy
upadek otwiera Ci szerzej drzwi na cmentarz. Publiki już nie masz, koncert się
skończył, wiem, że kiedyś to pojmiesz. Błędy popełnia każdy, ale nie codziennie
te same, nie możesz być mądry, silny, skoro nie wynosisz z życia żadnej lekcji.
Szansa, nadzieja są zawsze, ale nikt już nie będzie na to czekać, żeby Ci na
koniec zaklaskać. Weź kurwa mnie nie załamuj. A najgorsze jest to, że każdy
człowiek, mniej czy bardziej ważny powiedział Ci to samo, było ich dziesiątki,
każdy to widział i słyszał. A Ty nadal uważasz się za Boga. Przepraszam ale
mnie już dla Ciebie nie ma. Mnie na pewno.
Powodzenia S.
Czytasz i i tak nie uwierzysz, tyle TYLE bym dała, żeby to zobrazować, wyjąć z głowy i pokazać, przedstawić, ludzie, ludzie, ludzie! Spokojnie oddychaj, zapal i weź łyka, płynie monotonnie muzyka.
Wyścig myśli. Źle mi, terapia jakaś może, psycholog. Weźcie ode mnie to, proszę.
Brakuje mi ludzi, różnych ludzi, spotkać, pogadać, nie myśleć. Uciec do pracy, popatrzeć, posłuchać, pobyć i wystarczy. Żeby zagłuszyć ten chujowy okres, ten żal, pomimo obecnego JEST OK, chyba nie jest. Nie wiem, nie wiem. Piszę, palce same uderzają o klawisze, nawet nie patrzę, to już nawet o wenę się nie rozchodzi, to już jest mętlik, który staram się poukładać, dojść do sedna tego problemu. Jakieś psychozy zostały. FUU jak wiatr. Dobra skończyłam, nawet na to nie patrzę, żegnam, to do potem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz