12/31/2014

9. ... and a Happy New Year

Powiem tak. Zupełnie zapomniałam, że dziś jest Sylwester. Dzień zaczął się poranną kłótnią o to, kto ma pójść zarejestrować dziecko do lekarza, bo ma kaszel. Ja nie pójdę, to chyba oczywiste skoro rownież jestem chora i Antek jest niestety chory przeze mnie. Tatusiowi korona z głowy nie spadnie jak pójdzie. To poszedł. Łaskawie. 
Mam powoli dosyć tych bezsensownych sprzeczek, kto powinien, a kto nie, kto jest lepszym, a kto gorszym rodzicem. Wydaje mi się, że oboje jesteśmy rodzicami tak samo i taki sam powinien być podział obowiązków. W nocy budzę się kilka razy na karmienie, nie jestem w stanie nakarmić Antosia raz a porządnie, bo przysypia. Jeszcze zmienić pieluchę, jeszcze utulić, ponosić i pocałować. I tak się dzieje, że pół nocy nie śpię. Wstaję około 8-9, bo jestem teraz na etapie ustawiania swojego zegara biologicznego. Nie wiem czy to do końca działa kiedy w nocy są co chwilę pobudki ale mimo zmęczenia fajnie jest wstać wcześniej, wypić cieplutką, słodką kawę w największym kubku, włączyć komputer, który nie jest mój i nie wolno mi go ruszać ale co tam! Przecież jest wcześnie i mam kilka wolnych godzinek zanim właściciel wstanie i mi go zabierze.

W międzyczasie podczas pisania tego posta skoczyłam z Antkiem do lekarza. To tylko 5 minut drogi stąd. Pierwsze co zwróciło moją uwagę kiedy wyszłam z domu, to ku zdziwieniu nie temperatura ale nieodśnieżone chodniki. Z wózkiem przez góry śniegu? Masakra! Ale dojechaliśmy, poczekaliśmy w spokoju w poczekalni, dostaliśmy receptę na kropelki i syropek i wróciliśmy do domu. 
Mały nakarmiony, przewinięty, ulany, przebrany, spędza czas z tatą, a mama gotuje wodę na pyszną kawę, nareszcie! 

Wracając do tematu Sylwestra. Ja spędzę go najpewniej bez fajerwerków, wypasionego żarcia, przystawek, alkoholu, imprezy, ludzi i cholera wie co jeszcze. Po prostu zapomniałam. Nawet nie chce mi się. Spojrzę przez okno, porobię fotki i jak co dzień, pójdę spać, bo mój zegar biologiczny.
Jak każdy mam też kilka postanowień noworocznych. Przede wszystkim odstawić słodycze i pić więcej wody, na pewno dzięki temu będę czuła się lepiej. Druga rzecz to powrót na basen dwa razy w tygodniu i podjęcie przysiadowego wyzwania. Zobaczymy czy taki leń jak ja ze słomianym zapałem podoła.  
Wam życzę w Nowym Roku  przede wszystkim szczęścia, bo bez szczęścia wszystko jest bez sensu, szare, ponure i smutne. Powodzenia w spełnianiu marzeń, których każdy ma na pewno kilka. Zdrowie też jest ważne, bez zdrowia można dążyć do swoich marzeń i być szczęśliwym ale niekoniecznie będzie to wszystko stuprocentowe i będzie jakieś takie "wolniej działające". Dużo chęci i energii do życia każdego dnia. Zawiązywania wspaniałych nowych więzi, dalszego pielęgnowania przyjaźni, miłości w związkach. Niewiele problemów, trochę zawsze musi być, żeby uczyć się życia, ale co za dużo to nie zdrowo. Zero łez, chyba, że tych ze szczęścia, pieniędzy, bo kasa zawsze się przyda, oj tak. Dla tych którzy chcą - zajebistych imprez, zabawy, alkoholu i innych zachcianek, z umiarem, pamiętajcie. Chwil uniesień, cudownych momentów i tego przyjemnego uczucia w sercu jak najcześciej. Po prostu życzę Wam czego tylko chcecie i jeszcze więcej! Szczęśliwego Nowego Roku.



Follow my blog with Bloglovin

12/28/2014

8. Merry Christmas...


Wczoraj skończył się piąty dzień najpiękniejszego i najbardziej radosnego okresu ostatnich 9 miesięcy. W poniedziałek z samego rana o godzinie 7 przyjechała moja mama z bratem. Czekałam na to już nawet nie wiem jak długo. Nareszcie mogłam ich przytulic, spojrzeć w oczy podczas rozmowy i na drodze nie spotkać ekranu komputera. Wszystko było prawdziwe. Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogłam sobie wyobrazić, ze będziemy mieć swoje mieszkanie a co dopiero przywitać w nim gości! Czekały na nich piękne prezenty ale jeszcze piękniejsze przywieźli ze sobą. Byłam oczarowana widząc upominki od mamy i taty. Jeszcze długie tygodnie przede mną pełne wspominania tych długo oczekiwanych kilku dni. Oprowadziłam mamę i brata po całym miasteczku, pokazałam im Dunaj, zrobiliśmy zakupy i dziesiątki zdjęć! Teraz zaczynam odliczać dni do marca, bo tym razem to my odwiedzimy Piłę.


Wczorajszy dzień trochę sprowadził mnie na ziemię. Zdałam sobie sprawę, ze bez bliskich nie potrafię by szczęśliwa. Wyjadą i znów wróci rutyna, nerwy, płacz i kłótnie. Mama mówi, żeby się nie smucić, ze mam obok siebie swoje dwa szczęścia i po prostu trzeba przetrwać ten trudny okres. Niedługo znowu się zobaczymy. No ale mimo wszystko wczoraj smutek wygrał. Trudno było pożegnać się z nimi mając świadomość, ze przede mną jeszcze kilka trudnych miesięcy. Od rana walczyłam ze sobą, żeby się nie rozkleić i muszę przyznać, ze szło bardzo bardzo ciężko. 
Dopiero teraz, kiedy jest już po fakcie, po wyjeździe z Polski, widzę, jak bardzo rodzina jest ważna, nie znajomi, nie melanż i zabawa. Rodzina. Niby brat denerwuje, komentuje, dzieciak. Mama maruda, czepia się i narzeka. To jednak nie jest istotne. Wręcz niezauważalne, nieporównywalne do tęsknoty i miłości. Dlatego jak masz dość swoich rodziców, cieszysz się z wyprowadzki albo nie możesz się jej doczekać, to tylko Ci się wydaje. Jestem przekonana. Nie mówię tu o jakiś patologicznych rodzinach, tylko o zupełnie normalnych, w których jesteś zbuntowanym nastolatkiem :). Kochasz ich jak cholera, jeszcze do tego dojrzejesz.


Rozmawiałam z mamą na temat ukończenia liceum. Dowiedziałam się, ze oceny z liceum mają swoją ważność, o czym nie miałam bladego pojęcia. Na razie muszę zaliczyć tylko ostatni semestr klasy maturalnej, ale za kilka miesięcy całą klasę a potem całe liceum. Nie podoba mi się raczej perspektywa powtarzania całego liceum na nowej podstawie programowej. Dlatego tez postanowiłam poczytać trochę w necie o nauce eksternistycznej. Niestety taka nauka kosztuje i to nie mało, bo około 400-500 zł za semestr. Napisałam do Zaka czy jest możliwość ukończenia semestru za darmo, ale już mija drugi tydzień a odpowiedzi brak. Na szczęście dostałam cynka od cioci, która podobno załatwiła mi ukończenie szkoły w Nauce w Pile. Musiałabym się stawić w marcu i w maju na lekcji, żeby mieć obecność, ale nie wiem jak to dokładnie ma wyglądać. Wszystkiego dowiem się dziś wieczorem i dam Wam znać. Może kogoś to interesuje.

Zastanawiałam się od kilku dni nad pracą w internecie. Zdaję sobie sprawę jakie kokosy można zebrać po kilku latach takiej działalności, oczywiście opartej na systematyczności i oryginalności. Kanał na YouTube? Banał ale to nie dla mnie. Blog? Może, ale o czym i czy dam radę? Sklep internetowy? Nie wiem, nie wiem, nie wiem. To spory krok w życiu i nie wiem czy to dla mnie. Czy się sprawdzę, podołam ze swoim słomianym zapałem. W sumie jak nie spróbuję to się nie dowiem. Ale jak na razie muszę skupić się na skończeniu szkoły i zdaniu matury. Czas leci a ważność moich ocen nie jest wieczna.

12/17/2014

7. Ogarnę ten temat

Zdaję sobie sprawę z tego, że większość moich wpisów jest przepełniona smutkiem, złością i innymi negatywnymi emocjami ale niestety, tak właśnie wygląda moje obecne życie. Pełne niewiadomych, oczekiwań, przeliczeń. Uśmiecham się patrząc na mojego rycerzyka, ale wolałabym patrzeć na niego w towarzystwie szczerze szczęśliwego taty. Tymczasem muszę zmagać się każdej nocy z krzykami, swoimi, jego i rycerzyka. Patrzeć jak sam nie daje rady, jak odłącza się od nas, sypia sam w pokoju obok. Nic nie zrobię. Pomógł mi zrozumieć, że ze mną można się jedynie kłócić albo przytulać. A on potrzebuje wsparcia, którego nie potrafię mu dać. Skąd mogłam wiedzieć, że oczekuje ode mnie słów otuchy? Sama się zdziwiłam, a jednak, on też jest człowiekiem. Dziwnym, ale człowiekiem. Potrzebuje czasem pomocy jak każdy. Pamiętam jak jeszcze rok temu, kiedy się poznaliśmy postawiłam sobie za cel, być wsparciem, pomocą, lekiem, celem. I zapomniałam? Jak mogłam... Przepraszam. Na prawdę chciałabym być przepełniona pozytywną energią, mieć dużo fajnych planów na siebie, cokolwiek. Brakuje mi takie radości prosto z serca.

To tak na marginesie. Czas urozmaicić trochę treść tych ponurych postów.
W ciągu tego tygodnia wyremontowaliśmy do końca kuchnię, pozbyliśmy się ostatnich mebli po poprzednich właścicielach. Nareszcie czuję się w 100% jak u siebie. Troszkę się pospieszyliśmy i popełniliśmy kilka głupich wpadek w montażu szafek, mam tu na myśli złe zamontowanie uchwytów szafek, które są powieszone na ścianie, bo są po prostu na górze, po drugie źle wycięty blat w miejscu na zlew i niestety zlew się rusza bo nic go nie podtrzymuje, powinien zostać fragment blatu z brzegu :D. Mięliśmy też trochę problemów z kuchenką. Najpierw okazało się, że nie było dołączonego kabla do kuchenki i trzeba było go załatwić. Potem po podłączeniu do prądu padły wszystkie gniazdka w kuchni, a teraz kiedy byłam przekonana, że już wszystko jest okej, okazało się podczas dzisiejszego gotowaniu rosołu, że nie działają dwa palniki po prawej stronie. Cóż.


W poniedziałek po 6 rano, nareszcie po 9 miesiącach rozłąki zobaczę mamę i brata, bo odwiedzają nas na święta! Zostało jedynie 5 dni, a ja jeszcze nie mam prezentów! Kupiłam mamie przez internet ekspres do kawy, bratu buty na wiosnę i obojgu oddaję swojego tableta, ale czekam na przesyłkę już 3 dni od wpłaty pieniędzy i jeszcze nie dotarły. Boję się, że na wigilię prezenty nie dotrą :(. Nadal też nie mamy choinki ani jakichkolwiek ozdób świątecznych, bo deszcz leje od wczoraj, więc z małym nie wyjdę na dwór w taką pogodę, a Seba ma pracę na drugą zmianę w tym tygodniu. Lipa.

Jakoś ogarnę temat i odezwię się, trzymajcie się!


12/10/2014

6. Nie dała rady


Pierdolisz jak stary alkoholik, ja słucham i mnie boli, bo nie wierzę jak można aż tak pierdolić.

Pokłócili się, nie dała rady, a przecież starała się, żeby zobaczył, zmrużył oko, bo przemyślał, bo kocha. Sprzątała całe mieszkanie, uciszała synka, żeby tylko on mógł chwilę pospać. Kilka razy nawet siedziała obok, czekała na cokolwiek, jakiś odzew, że jest okej, albo że chociaż nie jest źle. Ale została opierdolona ostatecznie za to, że go obudziła. Poszedł spać dalej. A ona została sama, a chciała zgody, chciała porozmawiać. Ale nie, bo przecież jest pierdolnięta, chora psychicznie. Więc nie może. Nie dała rady. Chociaż obiecywała sobie, że nie wyjdzie z domu po tym jak urodzi. Nie dała rady. Ubrała czapkę, kurtkę, zabrała słuchawki, klucze i muzykę, tablet. Bo przecież nie widzi nic poza tabletem. Gówno. Wyszła.Od dawna nie ma w nas zwątpienia, dlaczego teraz miałbyś umierać tego wszystkiego nie zaznać.Puściła muzykę.Przetrwasz, zamknij sie słuchaj, patrz. Chwilę jeszcze była cicho, jeszcze panowała nad dreszczami. Bała się, uciekła. Ale teraz była sama, mama nie bedzie szukała, mama nie wie, nikt nie uderzy, nikt nie nakrzyczy. On nie poszuka. Zostawiła ich samych. Czy się przejmie? Pomyśli, że jebnięta czy może jednak się wystraszy? Bedzie się martwił? Nie może wrócić pózniej niż za godzinę. Czy będzie spał? Czy w ogóle zauważył? Tak bardzo pragnie uwagi, pierdolonej miłości, ale z każdym dniem przekonuje się, że miłość nie istnieje. Gówno. Pierdolenie. Nienawidzi swojego życia. Chlebaki, kubeczki, pojemniczki, kurwa. Pieniądze szczęścia jej nie dadzą. Tylko wygoda, tylko ładne mieszkanko. Ale co po tym jak i tak nie zniesie tego mieszkanka? Co z tego, ze wydawanie pieniędzy bedzie kojarzyło jej sie tylko z zapełnianiem pustki w sercu. Siedzi na schodach, słucha dalej tego gówna. Niby gówna ale dobrze prawi ten smok. Co ja mam zrobić, nie lubię ludzi, wiem o co chodzi. Siedzę na ławce, bawię sie telefonem, zaraz przyjdzie ziomek, zajebiemy sie gibonem. Tak bardzo tego chciała, smaku nikotyny, chociaż browar, dwa, trzy, cokolwiek. Uciekała zawsze do tego samego, to dawało rade, to było przyjemne. Ale teraz czyta, sprawdza czy wolno. Nie wolno, bo szkodzi nawet bardziej niż jej. Nie chciała dziecka. Ale nie żałuje, odmówi tego szluga, poczeka kilka miesięcy. Przecież za kilka miesiecy też będą te same problemy, wtedy sobie zajara.
Stul pysk suko. Stul pysk, nie gadaj głupot.  Jest przejebane jak ludzie mają najebane, co siedzi w głowach, słowa wciąż te same powtarzane,  puste jak browar szósty siódmy ósmy zdanie znam je, znam je na pamięć mam je zapisane. Ręce zimne jak lód, dupa też marznie, szwy jej sie przeziębią jeszcze, ojej. Gdyby mogła to strzeliłaby sobie w łeb, niech się pierdolą, niech sobie radzą. Ciekawe co by zrobił. Zachlał czy może nie. Przecież potrzebował ciąży i syna, aż tak wielkiej rzeczy żeby nie pić więcej niż 5 miesięcy. Była od ponad roku, wiedziała ze alkoholizm, ze ryzyko, ze kłamstwa, okazało sie, że jednak bedzie więcej, szatany, kurwy pierdolone, masakra. Ale była, nie odeszła, a chciała nie raz. Kochała wiec nie odeszła. Wiedziała co robi. I co? Musiało być dziecko a i tak jej nienawidzi. A tak chciała KURWA CHCIAŁA! Siedzi i sięga pamięcią do tych smutnych chwil, kiedy chciała zbierać łzy do słoika, tak dużo ich było. Ma wrażenie, że ktoś ją woła, zsuwa słuchawki, omamy już jakieś czy może jednak przesłuchy. Plecy bolą, czy jej synek juz płacze? Czy jej facet już wkurwiony? A gdyby ktoś teraz ją zaatakował, już by nie wróciła, nie przytuliła synka, nie nakarmiła, nie dała buziaka w czółko, co on by pomyślał? Co gdyby sie dowiedział, że jego dziewczyna zaginęła, czy by walczył? Szukał? Kim by się okazał? Tak długo są razem, tyłek przeszli a ona nadal go nie zna. Nie wie co by zrobił. Nie wie. Nie. 


12/07/2014

5. Kłamstwo i hipokryzja


"Ogarnia mnie furia, kiedy mam przed sobą durnia, powie coś i wiem, że w głowie gnój ma, to mnie wkurwia! Po rozmowie to nie człowiek, każda myśl jest wtórna, jak ta kulka we fliperach, kozica po turniach."

Po pierwsze

Nie będę się tym razem nad sobą użalać. Po prostu kurwa nienawidzę kłamstwa i hipokryzji. Chociaż przyznaję, że nie raz byłam hipokrytką, a o kłamstwie nie będę się tu rozpisywać, bo okropna była ze mnie kłamczucha i Ci co mnie znają doskonale o tym wiedzą. Ale przepraszam bardzo! Ile razy zwrócę uwagę, ile razy poproszę, zaznaczę, zawsze jest kurwa źle! "Ty jesteś pojebana, ty masz problemy psychiczne." No tak, bo przecież pielucha z ziemi sama się nie podniesie, a ty tego nie zrobisz, bo korona z głowy ci spadnie. Przyjmij moje przeprosiny, o panie. 
Wczoraj przyszedłeś, przeprosiłeś, okej, poczułam się jak w niebie. Raz. Drugi raz już panu nie wypada przeprosić. Dlaczego mnie wyzywasz od pojebanych, szurniętych, jebniętych i chorych psychicznie kiedy proszę o to, żebyś KURWA MAĆ posprzątał. 
"O co ci kurwa chodzi? Zawsze się mnie czepiasz, a ja zrobiłem naleśniki, zmieniłem małemu pieluchę w nocy, rano posprzątałem". No raczej! Jest weekend więc oczywiste, że nie będę zapierdalać sama, kiedy ty siedzisz na dupie i nie pracujesz. Zrobiłeś naleśniki, ja stoję przy garach trzy razy dziennie, nic wielkiego, zmieniłeś pieluchę, ja zmieniam trzy razy i czterdzieści razy karmię i od dwóch tygodni nie przespałam całej nocy, też mi coś, posprzątałeś? ja sprzątam codziennie. Jestem sprzątaczką, matką, kucharką i pseudo-żoną. Zobacz ile etatów, więc mi tu nie sraj o tym jak się narobiłeś, kochanie.

Po drugie

Mam dość słuchania tego, że załatwiłeś te ważne papiery, że wysłałeś te ważne pieniądze, że już zostały wyśłane i już jutro te ważne rzeczy dotrą do nas, że zapłaciłeś, poszedłeś, zadzwoniłeś, napisałeś, zapytałeś, sprawdziłeś. To, że chcesz to nie znaczy, że zrobiłeś, więc mi tu nie pierdol, bo w takim razie w naszym życiu NIC się nie zgadza. 
Kuchnia miała przyjść w zeszły wtorek, od poniedziałku nie mamy nawet gdzie zrobić kanapkę, bo wszystkie blaty wypierdoliłeś. Ponoć od kilku tygodni wypełniasz formularze na dofinansowanie od państwa na dziecko i mieszkanie. Pieniędzy nadal nie ma. Miałeś zapłacić w sierpniu raty w Polsce, teraz jest grudzień a ja mam dochodzenie na policji za wyłudzenie, a przecież wysłałeś pieniądze. Pizda a nie prawda. 

Po trzecie

"Całe życie siedzisz na tym tablecie", "życie ucieka ci pomiędzy palcami", "masz problem z uzależnieniem od komputerów i tabletów jak twój brat", sranie w banie. Siedzę na tablecie, zabijam czas, czytam blogi, książki, sprawdzam co się dzieje w Polsce, rozmawiam z rodziną, znajomymi. Jak mam to robić bez tableta? Mam siedzieć i oglądać ścianę? Chciałabym zaznaczyć, że zanim ODDAŁEŚ swój telefon nie można było się z tobą w ogóle porozumieć. Cały czas gały wlepione w ekran. Więc mi tu nie pierdol. Nawet jeśli tobie to przeszkadza, mi jest z tym dobrze, siedzę w necie i wiem co dzieje się na świecie. Jak nie muszę, nie chcę czy nie mam możliwości, to nie siedzę z tabletem bez przerwy jak zazwyczaj i też nie jest mi źle, nie przeżywam. To znaczy, że jestem uzależniona od internetu czy nie? Poza tym, kto nie jest w tym wieku? 

Nie pierdol mi tu więcej, bo i tak nic nie zmienisz.

12/05/2014

4. Dawno nie rozmawiałyśmy.


Co tam?

Nie mam kompletnie żadnych chęci na pisanie czegokolwiek. Albo inaczej. Chęci mam ale weny brak. O czym pisać? Szukam inspiracji u Malviny Pe i Potwory ale mają za dużo dobrych tekstów.
No nie potrafię! Spróbuję jednak zrobić mały update mojego malucha. 

Minęły równe dwa tygodnie od porodu. Jest kilka różnic, których się dopatrzyłam, ale nie są to jakieś znaczące różnice. Zacznę od Antosia. Nauczył się płakać! Był kochany, cichutki, milutki, nic tylko schrupać dopóty dopóki nie odwiedziliśmy lekarza pediatry w zeszły wtorek. Wszystko było dobrze do momentu kiedy pani doktor nie zaczęła czyścić mu pępuszka... Ojezu. Od wtedy cokolwiek złego się nie wydarzy, a to mokra pielucha, a to burczy w brzuszku, a to idzie kupa, a to leci bąk, gorąco, zimno, nudno, sam, już nie wystarczy groźne spojrzenie czy westchnięcie pełne niemocy, oj nie. Już każdy kto przez ostatnie dni poznał Antosia wie, jak potrafi krzyknąć. Zwłaszcza w nocy... Ale dajemy radę.
Od poniedziałku chodzimy na spacery, raz po osiedlu, raz do lekarza, raz do sklepu, a jutro robimy Mikołajki i angażujemy trochę tatę w opiekę nad swoim synem i w ogóle w życie. Planuję spacer nad Dunaj ale czy wypali...

Wczoraj byliśmy w sklepie i jakaś Baba Jaga zajrzała nam do wózeczka i zaczęła się niezdrowo
podniecać naszym dzieckiem. Myślałam, że palnę ją w łeb. "Jaaaaki uroczy malec! Ojejku jakie oczkaa, paluszki i usteczkaa! Ile miesięcy ma???" Odwróciłam się, zamknęłam spojrzeniem z serii "milcz stara babo". "Miesięcy? Dwa tygodnie". Wyszłam. Mama mi opowiedziała, że muszę przyczepić w gondoli nad główką Antka czerwoną kokardkę, żeby nikt nie rzucił na niego złego uroku. A jak sprawdzić czy urok został rzucony? Najzwyczajniej polizać jego czoło. Jak będzie słone to sprawdziło się najgorsze. Co zrobić w tym wypadku? Trzy razy splunąć przez lewe i prawe ramię po trzy razy. Wówczas urok został cofnięty. Padłam.

Jeśli chodzi o mnie to w sumie nie czuję się mamą. Zdaję sobie sprawę ale nie czuję. Wiem, że mam maluszka, że jest mój i z nim spędzam najwięcej czasu. Leżymy rażem, śpimy razem, jesteśmy cały czas sami więc raczej oczywiste, że spędzamy razem czas. Muszę powiedzieć, że jestem nawet zazdrosna jak tata zmieńia mu pieluchę czy bierze na ręce, bo mama zrobi to lepiej..

Oprócz takich matczynych odczuć mam jeszcze jedno. W końcu czas leci szybciej, nie męczę się sama ze sobą i nie doskwiera mi samotność. Pomimo, że nie pogadamy sobie o życiu to i tak mam do kogo otworzyć gębę, wyżalić się itd. Nawet jeśli nie rozumie to słyszy mój głos. I to go uspokaja.

A tak poza tym, to nic ciekawego.




12/01/2014

3. Pakt przy dźwiękach głośnika

Był sobie raz pewien świat, niewinna kraina co toczyła się do celu po trupach [...]

Paktofonika. Zanim wyszedł film, słyszałam, nie słuchałam. Po filmie, jakieś tam zainteresowanie, bo kawałki wpadły w ucho. Narodziło się wówczas od cholery "fanów" i fanów Paktofoniki. Należę do tych drugich. Ale prawdziwe znaczenie nabrała, kiedy poznałam (jeszcze wtedy) Jonasa. Ziomek w dredach, zamknięty w swoim świecie, z browarem w ręku. Intrygował mnie. Pierwsze dni chodziłam za nim jak zaczarowana. Imprezy, ludzie, dragi, alkohol, to miało dla mnie znikome znaczenie. Wolałam siedzieć obok niego, odizolowana od reszty, na balkonie, na fotelu i po prostu być. Nie było to dla mnie dziwne, że nic nie mówi, że jest skulony, że nie lubi ludzi. Byłam wtedy taka sama. Pierwsze porozumienie jakie nawiązaliśmy? To było idealne, ten rysunek na ścianie też.
Zażartował. Nazwałam go żartłomiejem. "Kto? No żartłomiej, taki jajcarz, kawalarz. Nie znasz czegoś takiego? Nie. Jajcarz to taki ziomek z lat 90tych, w czapce z daszkiem i koszulce z krótkim rękawkiem, który zarzuca w towarzystwie sucharami. No wiesz taki jajcarz. A kawalarz? Z kolei kawalarz to taki wyrafinowany gentleman, w meloniku, z fajką i wąsem [...]. Dokładnie! Wyobraź sobie, że wszyscy spotkają się w dworze z "Pana Tadeusza". 
Co zrobiliśmy? Stworzyliśmy wspólne wyobrażenie dworu i umieściliśmy go na ścianie. To był pierwszy rysunek, później właśnie do dźwięków Paktofoniki rysowaliśmy po wszystkich ścianach, drzwiach. Czasem przychodziłam, a na ścianach pojawiały się Jego myśli, teksty, żale. To było jak spowiedź. Nienawidził świata, swojego życia. Poznawanie Go było ogromnym wyzwaniem. 

Co do tego ma Paktofonika? Jonas utożsamiał się niesamowicie z Magikiem. Opowiadał, tłumaczył jego teksty. On po prostu nie dał rady, ale to przestroga dla pozostałych "nie poddawajcie się, walczcie". Sam przeżył piekło, które zmieniło jego postrzeganie świata i ludzi. Każdego dnia musiał uporać się z TYMI myślami atakującymi jego biedną głowę. Kłamstwa, którymi obarczał mnie od pierwszych dni naszej znajomości zmuszały mnie do tego, bym szukała go po lasach, osiedlach, klatkach, blokach, piwnicach. Gdzie jesteś? Nie daję rady, już się nie zobaczymy, jestem w lesie, a na szyi mam linę, przepraszam. Mam jedną pierdoloną schizofrenię, zaburzenia emocjonalne proszę puść to na antenie. A gdzie był? Siedział gdzieś schowany, albo w domu, albo gdzieś blisko i pisał smsy. Dlaczego? Życie nasze składa się z krótkich momentów, cudownych chwil czy przykrych incydentów. Nie wiem czy to była zabawa moimi uczuciami, pijackie zagrywki czy może coś czego sam nie potrafił wytłumaczyć. W każdym razie, trzeźwiejąc wszystkie takie wspomnienia ulatywały... Dbam, by chwile ulotne jak notka, nie uleciały jak ulotna plotka w niepamięć. 

Ale bywały też momenty kiedy wracał do "żywych" i opowiadał o levelach. O ludziach. Kto jest gdzie, kto jest kim i jakie są jego wartości. Tylko jedynie czasami pomiędzy levelami, myślami, zajmuję się rzekami za plecami. Do pierwszej grupy zaliczali się ci najbardziej małostkowi, szara masa, życie ciągłym schematem (pobudka, kawa, praca, obiad, telewizja, sen). Do drugiej grupy włączają się ci bardziej ogarnięci, czasem zarzucą jakimś żartem, w każdym razie nie są tak bardzo przyziemni. W trzeciej grupie znalazłam się ja, nie wiem kto jeszcze, ale na pewno ludzie, którzy mogą mieć problemy psychiczne albo po prostu rozumieją więcej i myślą więcej. Czwarty poziom poznałam dwa, może trzy razy. Próbowałam wówczas zrobić coś głupiego, pocięłam ręce i z krwią wszędzie chodziłam po mieszkaniu i śmiałam się jak wariatka, to był pierwszy raz. Drugi raz krzyczałam, wyrywałam włosy z głowy i popadłam w chwilowy obłęd. Zrozumiałam, że na czwarty level nie jestem jeszcze gotowa. Jak się tam dostałam? Jonas zaczął wmawiać mi okropne rzeczy, które uderzyły mnie tak głęboko, że nie wytrzymałam. "Na piątym jest Bóg" czyt. zabijesz się to będziesz na piątym. Tyle. Przetrwasz, i ani mi nie mów, że nie mam takich problemów, bo to bajeczka dla dziecka. To jest tak. Mamy po 20 lat, wartości młodości zdmuchnął wiatr, więc koleś spadł. 

Dziękuję Bogu za to, że dał mi szansę, by poznać takiego człowieka. Zmienił moje postrzeganie i dzięki niemu zrozumiałam, jak żyć i jak traktować ludzi, by być dobrze traktowanym. Jak nie być głupim. Już kiedyś pisałam co ukształtowało jego psychikę (171). 

Najpierw cię lekceważą, potem się z ciebie śmieją, potem z tobą walczą, a na końcu wygrywasz.


Rodzina nie ma wzoru dla syna, to jest fakt. Bydlak spadł z siłą meteoru, finał. To nie brak wyboru, to był brak honoru w czynach. To nie tak, że był sam, bo to był brat, był jak rodzina. To był skład, który jak lawina pokonywał mury. Został ślad na kartach kultury, jest mi zioma brak. To był znak, każdy samemu go odczytał.

Mogłabym tak pisać i pisać i tłumaczyć, opowiadać, wspominać i dodawać. Ale po co? Kiedy to i tak za mało..


SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2014/12/