Powiem tak. Zupełnie zapomniałam, że dziś jest Sylwester. Dzień zaczął się poranną kłótnią o to, kto ma pójść zarejestrować dziecko do lekarza, bo ma kaszel. Ja nie pójdę, to chyba oczywiste skoro rownież jestem chora i Antek jest niestety chory przeze mnie. Tatusiowi korona z głowy nie spadnie jak pójdzie. To poszedł. Łaskawie.
Mam powoli dosyć tych bezsensownych sprzeczek, kto powinien, a kto nie, kto jest lepszym, a kto gorszym rodzicem. Wydaje mi się, że oboje jesteśmy rodzicami tak samo i taki sam powinien być podział obowiązków. W nocy budzę się kilka razy na karmienie, nie jestem w stanie nakarmić Antosia raz a porządnie, bo przysypia. Jeszcze zmienić pieluchę, jeszcze utulić, ponosić i pocałować. I tak się dzieje, że pół nocy nie śpię. Wstaję około 8-9, bo jestem teraz na etapie ustawiania swojego zegara biologicznego. Nie wiem czy to do końca działa kiedy w nocy są co chwilę pobudki ale mimo zmęczenia fajnie jest wstać wcześniej, wypić cieplutką, słodką kawę w największym kubku, włączyć komputer, który nie jest mój i nie wolno mi go ruszać ale co tam! Przecież jest wcześnie i mam kilka wolnych godzinek zanim właściciel wstanie i mi go zabierze.
W międzyczasie podczas pisania tego posta skoczyłam z Antkiem do lekarza. To tylko 5 minut drogi stąd. Pierwsze co zwróciło moją uwagę kiedy wyszłam z domu, to ku zdziwieniu nie temperatura ale nieodśnieżone chodniki. Z wózkiem przez góry śniegu? Masakra! Ale dojechaliśmy, poczekaliśmy w spokoju w poczekalni, dostaliśmy receptę na kropelki i syropek i wróciliśmy do domu.
Mały nakarmiony, przewinięty, ulany, przebrany, spędza czas z tatą, a mama gotuje wodę na pyszną kawę, nareszcie!
Wracając do tematu Sylwestra. Ja spędzę go najpewniej bez fajerwerków, wypasionego żarcia, przystawek, alkoholu, imprezy, ludzi i cholera wie co jeszcze. Po prostu zapomniałam. Nawet nie chce mi się. Spojrzę przez okno, porobię fotki i jak co dzień, pójdę spać, bo mój zegar biologiczny.
Jak każdy mam też kilka postanowień noworocznych. Przede wszystkim odstawić słodycze i pić więcej wody, na pewno dzięki temu będę czuła się lepiej. Druga rzecz to powrót na basen dwa razy w tygodniu i podjęcie przysiadowego wyzwania. Zobaczymy czy taki leń jak ja ze słomianym zapałem podoła.
Wam życzę w Nowym Roku przede wszystkim szczęścia, bo bez szczęścia wszystko jest bez sensu, szare, ponure i smutne. Powodzenia w spełnianiu marzeń, których każdy ma na pewno kilka. Zdrowie też jest ważne, bez zdrowia można dążyć do swoich marzeń i być szczęśliwym ale niekoniecznie będzie to wszystko stuprocentowe i będzie jakieś takie "wolniej działające". Dużo chęci i energii do życia każdego dnia. Zawiązywania wspaniałych nowych więzi, dalszego pielęgnowania przyjaźni, miłości w związkach. Niewiele problemów, trochę zawsze musi być, żeby uczyć się życia, ale co za dużo to nie zdrowo. Zero łez, chyba, że tych ze szczęścia, pieniędzy, bo kasa zawsze się przyda, oj tak. Dla tych którzy chcą - zajebistych imprez, zabawy, alkoholu i innych zachcianek, z umiarem, pamiętajcie. Chwil uniesień, cudownych momentów i tego przyjemnego uczucia w sercu jak najcześciej. Po prostu życzę Wam czego tylko chcecie i jeszcze więcej! Szczęśliwego Nowego Roku.























