Po powrocie z Londynu pojechałam na badania krwi, które wykazały cytomegalię. Na szczęście choroba ta już przeszła, nie zarażam i jest okej. Zostało mi tylko dbanie o włosy i leczenie grzybicy. Nie chcecie wiedzieć jakiego typu.
Ostatnio byłam w paru miejscach. Między innymi pod Warszawą na wsi, odwiedziłam ogród ptaków z całego świata, ogród japoński, dom faceta, który zabił niedźwiedzia i wiele innych zwierząt, które potem wypchał i postawił w salonie :3. Super mega ekstra. Potem wyjazd do Wawy, pokaz świateł i tańczące fontanny, starówka i inne pierdoły.
Ostatnio wróciłam z Helu. Było ekstra z wyjątkiem ciągłego powtarzania przez Zbyszka 'zero pomyślunku, ale z was debile". Ogólnie było ekstra. Zjadłam mega sushi dwa razy, po czym zakochałam się w tempurze. To takie ciasto podobne do panierki, w którym obtacza się warzywa i wsadza do rolek sushi. Obrzydliwie pyszne! Czekała na mnie tona lodów, ale nie żałuję, jedyne co mi przeszkadza to niedopinające się spodnie. W Warszawie myślałam, że nie dopinają się, bo jestem w ciąży. Przeżyłam prawdziwy koszmar. Na szczęście myliłam się.
Wracając do wyprawy na Hel; stałam na samym cyplu, a kolejnym krokiem była wycieczka rowerowa przez cały Hel. Od cyplu do Władysławowa. Około 40 km, 5h jazdy wzdłuż pięknego wybrzeża zgarniając wszystkie muszki, które potem zdrapywałam z okularów.
Wcześniej udało mi się trafić w fokarium na porę karmienia, które było zarazem małym show z pokazem foczych sztuczek itd. W Gdyni ostatniego dnia zwiedziliśmy cudowne oceanarium, potem niekończące się szejki i 5 godzin w pociągu w drodze powrotnej.
Był tylko pot, smród, superowe towarzystwo roześmianych i gadatliwych pań. Razem słuchaliśmy jak trójka facetów wyglądających na około 20 pare lat opowiadali sobie historie z życia wzięte. Na postoju kiedy okazało się, że nie możemy ruszyć, bo ludzie się do pociągu nie mieszczą, wysłali jednego kumpla po browary, a po 10 minutach kłócili się z konduktorem, żeby pociąg jeszcze poczekał. Po wysiadce w Bydgoszczy biegliśmy co sił w nogach na pociag do Piły i gdyby nie to, że poprzedni miał ogromne opóźnienie, byłabym w domu na następny dzień, a noc spędzilibyśmy na peronie.
Dawno się tak świetnie nie bawiłam :D