3/19/2016

19. Wiesz o co mi chodzi?



Znowu tu jestem i znowu patrzę na pusty arkusz, czekam aż jakieś mądre słowa wejdą mi do głowy.
Dziś zastanawiałam się czy aby przypadkiem nie biorę udziału w chorej grze, w której króluje złe zrządzenie losu. Nie wiem czy wiesz o co mi chodzi.

Chodzi mi o to, że cokolwiek nie robię, gdziekolwiek nie jestem, kogokolwiek nie poznaję, cokolwiek nie powiem i gdziekolwiek się nie spojrzę - nic mi nie wychodzi, a jak wychodzi, za szybko się tym cieszę i za chwilę dostaję z powrotem podwójną dawkę kopa w dupę. Dlaczego? Karma? No nie sądzę, żebym zrobiła AŻ TYLE złych rzeczy. A może tylko mi się wydaje, że nie było tego dużo ale było po prostu bardzo,  bardzo źle?

Chodzi mi o to, że kiedy nareszcie uwolniłam się od wszechobecnego wówczas syfu, dostałam wolną rękę i duże pole do popisu, kiedy zrozumiałam swoje błędy i wiedziałam jak je naprawić, od tego momentu walczę! Na prawdę robię co w mojej mocy! Uwierz. Ale co chwila coś! Tu czas, tu hajs, tam ktoś, słowo, chwila, rozmowa, spojrzenie, ruch w tę, czy w tę i nagle wszystko leci w dół, z samego szczytu tej wysokiej góry, na którą idę i idę jak Syzyf, za chwile znów to samo. Idę, bo nie mogę przecież się poddać. To nie tak, że czasem nie chcę, po prostu nie mogę. Inaczej gdybym była odpowiedzialna tylko za siebie, ale nie jestem.

Chodzi o to, że wszyscy oczekują ode mnie, że na pstryknięcie palcem wszystko będę miała podane na tacy. Jesteś w Anglii, przecież tu jest praca, przecież ciocia i wujek dostali kontrakt szybko i radzą sobie super, zaraz samochód kupią, zaraz dom wynajmą. Ale ja nie jestem ciocia i wujek. Ja jestem ja i ja jestem sama i ja sama sama muszę sobie ze wszystkim poradzić. Nie, nie będę miała nic na pstryknięcie palcem.
Chodzi o to, że pracuję. Na ile jest pracy, na tyle pracuję. Szukam rozwiązań sama, otwieram jakieś skromne małe działalności, na razie jedną, ale nie pogardzę innymi zajęciami, na których mogę zarobić, posprzątam w czyimś domu, zaopiekuję się czyimś dzieckiem. Oszczędzam, na prawdę aż mi czasem źle, że w domu jest tak zimno ale nie mogę włączyć ogrzewania, bo gazu na obiad nie starczy. Jestem zarejestrowana w większości agencji w okolicy, wysyłam CV, dzwonię i piszę wiadomości, składam aplikacje, pytam i dowiaduję się, będę robić kwalifikacje. To nie jest tak, że siedzę na dupie w domu i wącham kwiatki. Może to tak wygląda ale uwierz, oprócz tego mam jeszcze dom i małego brzdąca na głowie. Do tego dbam o relacje z ludźmi, których poznałam w pracy czy w okolicy. Nie chcę zostać sama, zasypana ogromem obowiązków i zmartwień, chcę czasem zapomnieć na chwilę i odetchnąć, uśmiechnąć się też..

Chodzi o to, że w momencie kiedy pozbyłam się największej przeszkody jaka stała mi na drodze myślę też, by znaleźć kogoś, kto będzie przy mnie o każdej porze dnia i nocy. Kogoś, kto nie tylko powie mi "głowa do góry, będzie dobrze", ale weźmie mnie za rękę i przejdzie przez to bagno ze mną, na kim będę mogła polegać. Nie tylko przyjaciela, bo przyjaciół można mieć więcej niż jednego, a przyjaciel to nie wszystko. Kogoś, kogo będę mogła pokochać, dać trochę swojej miłości i troski, do kogo będę mogła się przytulić w nocy i ogrzać, kiedy będzie zimno. Kogoś, kto wytrze łzy bezradności, pocałuje w czółko i nie zostawi po pierwszej kłótni. Kogoś, kto jest na tyle dojrzały, że zrozumie na co się pisze, podejmie ryzyko ale będzie wiedział ile może dostać w zamian. Kogoś, kto pomoże mi zrozumieć, że jestem warta coś więcej niż tylko zabawić się i zostawić. Zrozumieć, że być samemu w życiu jest ciężko, a po co dodatkowo powiększać tę wielką górę, skoro można mieć kogoś, z kim przejdzie się przez największe trudy.

Chodzi o to, że chciałabym się cieszyć każdym dniem, zwłaszcza, że zbliża się wiosna, będzie coraz cieplej, słońce na niebie, kwiatki i zielona soczysta trawa. Więcej okazji do spędzania czasu na świeżym powietrzu, więcej okazji do spotkań poza domem, więcej endorfin i witaminy D, ale jest znowu ale. Ale nie mam motywacji. Szukam i szukam, jakieś pasji, albo powrotu do hobby, może basen, może rower. Tylko, że natłok tych cholernych myśli, tych rzeczy do załatwienia, tych długów do zapłaty, wszystko tak nie ułożone, kolejny plan poszedł w pizdu i jak tu można czerpać radość z życia? Codziennie rano walczę kilka godzin z grawitacją w łożku, potem układając plan dnia i doprowadzając dom, siebie i wszystko inne do porządku mijają kolejne godziny, robi się późne popołudnie i znowu kolejny dzień stracony, bo nie zaczerpnęłam z niego ani trochę radości. Ciągła wegetacja, od jednej wypłaty do długiej, walka o przetrwanie.

Nie tak chcę żyć. Rozumiesz już o co mi chodzi?

Jeszcze jedno. Chodzi też o to, że kiedy jest na codzień łatwiej, kiedy jest ktoś, kto porwie mnie z tego marazmu, to jestem na prawdę miła, wesoła, optymistyczna i pomimo, że trochę marudzę, to wcale nie jest tak źle. Tak mi się wydaje. Wiesz, jak chcesz to sam się przekonaj ;).



3/16/2016

18. Psychosis


Słyszę huk w kuchni, za chwilę jakiś niesprecyzowany chrzęst, jeb, znowu, patataj kot biegnie przez mieszkanie i wskakuje na parapet. Nie wyszło mu, wpadł w zasłonę wbijając pazurki w delikatną siateczkę robiąc w niej idealnie wkurwiającą mnie potem dziurę.

O matko, moje ręcę jakby.. reklamówka (?), napięta skóra, bolące opuszki, czuję się jak kabanos, organizm tak bardzo wysuszony, że aż boli. Idźmy dalej. Kapeć w buzi, no bo przecież wszędzie sucho to jak w buzi miałoby być mokro. No nie. Ból głowy, taki suchy tępy ból, spałam jakieś 7-8 godzin mniej więcej, a jestem tak okrutnie zmęczona. Boże, trzeba wstać. Nie no, zaraz, teraz nie, teraz nie dam rady. Patrzę kątem oka na to, co dzieje się dookoła.
Sreberko wszędzie, razem z nim podgrzewacze, połowa wykruszona, wosk na ziemi, o, nawet żwirek się znajdzie, jak to, sam przeszedł trasę łazienka – pokój? Gdzie jest sprawca tego zamieszania? Kot? Nie, kot nie otworzy szuflady w kuchni. Dobra, zaraz wstanę i zobaczę, ale zaraz. W sumie doskonale wiem, kto jest sprawcą, do tego ten mały szkodnik jest bardzo bardzo cicho, wolę nie wiedzieć gdzie teraz buszuje. Dopóki leżę jest okej, nie myślę o tym, że za kilkanaście minut będę musiała to wszystko sprzątać, jedzenie jakieś, prysznic by się przydał. Czy coś, ale to zaraz, za sekundkę, sekundeńkę.

Urojenia, halucynacje lub inne zaburzenia myślenia, uważa się, że jest to głównie wywołane zwiększoną aktywnością dopaminy i serotoniny w układzie. Osoba w takim stanie stanowi zagrożenie dla siebie i innych, choćby ze względu na urojenia prześladowcze i agresję. mezolimbicznym mózgu.

Znowu zapadłam w dość głęboki sen, która to już godzina? Nie no, dobra wstaję. Podejście pierwsze. O matko, jak zimno, jak brudno, ale to nie moja wina, gdzie ten szkodnik? Idę do kuchni, trzęsę się jak galareta. Duuużo bym dała by spędzić dzisiejszy dzień wtulona w męskie ciepłe ramiona. Chwila, chwila, ciekawe czyje, he he he. O nie, tylko nie myśl o tym teraz, nie jesteś sama, głowa do góry! Masz kota.
Chwila co to było, a nic, myślałam, że ktoś przeszedł przez korytarz. Cholera, przecież wiesz, że to tylko w Twojej głowie, dziewczyno, ogarnij się. Szybki prysznic. Nie taki szybki, poczułam gorąc wody, musiałam przecież postać dłuższą chwilę, żeby nawodnić organizm, a co jak wyjdę? Na zewnątrz jest tak zimno. Wypiję herbatkę i będzie dobrze. Po za tym nie mogę siedzieć długo pod prysznicem, bo mam wrażenie, że ktoś mi po chacie chodzi, a to nie fajne uczucie.

Ponad 80% użytkowników przyznaje się do doświadczania omamów, zazwyczaj wzrokowych i słuchowych. Urojenia, paranoja, poczucie bycia prześladowanym, hiperaktywność i panika należą do najczęściej występujących objawów.

Wstawiam wodę na kawę, jednak kawę. Mały sprawca bałaganu zaczyna marudzić, temperatura w czajniku zaczyna rosnąć tak jak moje ciśnienie. Cicho, błagam, zamilcz. Kot gdzieś między nogami, wszyscy głodni, wszyscy wydają dźwięki. Zamknijcie się! Wystarczyłoby po prostu tego nie słuchać ale nie da się, nie da się, kurwa mać nie da, cicho, zamknij się, czego wyjesz, nic się nie dzieje! Cierpliwości!
Z jednej strony wykończona, spać i umierać, z drugiej nadpobudliwość, agresor. Zaraz ktoś ucierpi. Muszę wyjść z domu, szybko tu mleko, tam kocie żarcie, ja kawa, muszę się przewietrzyć. Raz, dwa witaminki, woda z cytrynką i wychodzimy.
Zmęczenie zamyka mi oczy, ktoś coś do mnie mówi, opowieści jakieś snuje, słucham ale nie słyszę, patrzę ale nie widzę, marzę tylko by być już w domu i włączyć jakiś film. Ludzie dziś to nie jest najlepszy pomysł. Wszyscy jakby na mnie patrzą, mam coś na twarzy? Może się ujebałam, ale czym, skoro nic nie jadłam? Czasem mam wąsy od kawy ale nie miałam jak wychodziłam. Nie wiem, ale przestańcie. Może po prostu człowiek z psychozą nie wygląda normalnie?
Tak mnie dziś brzuszek boli, światłowstręt okropny, dobrze, że mam okulary, przynajmniej moich oczu nie widać. Pokaż swoje kocie zielone oczka! Spierdalać. Czemu taka jesteś dziwna dziś? Nie masz humoru? Coś się stało? Blada taka jesteś, nie spałaś? Jadłaś coś w ogóle? Jest spoko. Na pewno? Bo wiesz […] A zamkniesz się czy mam cię sama zamknąć? Ludzie ludzie, zabierzcie mnie stąd, niech mnie ktoś przytuli!

'Setki interpretacji zdarzeń, reakcji własnych i innych, absurdalno-lękowe scenariusze przyszłości, fobia społeczna. Zupełnie normalne sytuacje wykrzywione do potęgi n-tej. Deregulacja temperatury, reakcje alergiczne, ostre zaburzenia funkcji nerek i wątroby, "szarpana" praca układu pozapiramidowego, osłabienie stawów i nieprzewidywalna praca mięśni, tachykardia i bradykardia, objawy choroby Parkinsona, ograniczenie funkcji pamięci i logicznego myślenia do poziomu kilkulatka, strach, agresja, mocne obniżenie samooceny, zaburzenia pracy układu pokarmowego, immunologicznego, oddechowego.'

To na szczęście nie ten etap.

3/04/2016

17. Do trzech razy sztuka

Każdy z nas nie lubi uczucia odrzucenia, tego ogromnego smutku tam gdzieś w środku w serduszku. Najgorzej mają Ci, którzy bardzo szybko się przywiązują do drugiego człowieka, zwłaszcza kiedy obiecuje Ci wiele i jest naprawdę miły. Zaczynasz liczyć na coś, mieć nadzieję, nie wiesz co robisz, różowe okulary zaczynają przesłaniać Ci widok na świat i z jednej strony zaczyna się robić wesoło, miło i przyjemnie, a z drugiej wcale to takie przyjemne w końcu się nie będzie. Bo zawsze przyjdzie co do czego i wyjdzie pizda. Cały świat w kolorach tęczy i nagle jeb szarość uderza Cię w twarz. Co teraz mam robić? Każdego dnia czekałeś na rozmowę, spotkanie, smsa, cokolwiek i z dnia na dzień to znika. Już się przyzwyczaiłeś i teraz z tym przyzwyczajeniem musisz wygrać.

Dlaczego właściwie zniknęło? No nie wiem, wina zawsze jest po obu stronach. Czasem wystarczy jedno błahe słowo, czasem może coś większego. Zależy od człowieka. Ty możesz uważać, że to głupota, no weź, daj spokój, co Ty robisz. Lecą obelgi, spadają jedna po drugiej w okienku czatu, tak jak łzy z oczu, no i co poradzisz, nic nie poradzisz. Możesz znów zamknąć się w sobie, zamknąć na wszystkich, nie dać się już ranić, nie dać się więcej miłym słowom. Nie chwytaj więcej nikogo za rękę, nie polegaj więcej, nie  przywiązuj się. Zostaw piękne chwile swojej wyobraźni, życie jest w tej kwestii jakieś nie udane, u mnie przynajmniej. Nigdy więcej wspólnych śniadań. Nie wiem po co to wszystko. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek jakikolwiek związek był sobie, zajebiście od początku, bez końca.

No cholera! Wiesz co jest najbardziej chujowe w tym wszystkim? Jak jedna strona tej kombinacji ma jakiś problem, może nie zauważać tego problemu, a może nie chcieć go zauważać. Otóż to. Tym razem,  a to już drugi raz, wystarczyło jedno zdanie, rzucone ot tak, bez pomyślunku. ‘Daj mi dokończyć! Nie jestem psychiczna!’ Na okrągło słyszę, idź się lecz, idź, jesteś psychiczna, jak możesz, ty nie rozumiesz tego, tego, tego i wszystkiego nie rozumiesz. Krzyczysz, bronisz się, mówisz, piszesz, piszesz, piszesz, piszesz, nie czytasz moich słów. Przecież jest między nami tyle fajnych rzeczy, po co te dramaty? Po co te kłótnie? Masz z tym problem, nie podobają Ci się moje poglądy, to je zostaw w spokoju, niczego mi nie narzucaj, niczego nie wpajaj, nie jestem dzieckiem. Już drugi raz przez moje słowa, skoro to drugi raz, to może rzeczywiście nie bierz sobie do serca każdego mojego słowa? Bo może nie mam na celu krzywdzenia Ciebie, wytykania Ci czegoś, przywoływania jakiś brudnych emocji? Pomyślałeś o tym? Czy naprawdę muszę przemyśleć każde słowo, które do Ciebie kieruję? Skąd mam wiedzieć kiedy zmieszasz mnie z błotem? Ja mam tego dosyć, nie jestem nikim, i nie pozwolę sobie więcej na takie słowa, zupełnie bezpodstawnie. Czekam na szczere ‘przepraszam’.

Tęsknić, tęsknię, bo jak mam nie tęsknić, ale nie potrafię tęsknić w stu procentach mając w głowie tę przykrość, którą mi sprawiłeś. Im dłużej się nie widzimy tym jest lepiej, dopóki nie zacznę o tym myśleć, ale to normalne, zawód miłosny pospolity, nie chce mi się jeść, nie chce mi się wyjść, może trzeba to przeczekać, ale nie wiem czy to jest mądre. Myślisz, że dzięki Twojej pewności siebie zdobędziesz góry, powiesz tak i tak ma być. Bo stanowczy, wow, zajebiście, laski na to lecą. Po co babie lane kluski słodko pierdzące, facet ma być facet, prawda? Ale są granice wszystkiego. Jest coś takiego jak współczucie, może nie o to chodzi, ale możesz czasem być mniej skurwielem, byłoby przyjemniej, czasem odpuścić, powiedzieć ‘pewnie jej się palnęło, nie ważne, nie będę się kłócić, nie będę pierdolić znowu,  wojny toczyć’. Doskonale wiesz, że żadne z nas nie odpuści podczas kłótni, to może dajmy sobie spokój z samą kłótnią.

Do trzech razy sztuka. 
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2016/03/