Wczorajszy dzień trochę sprowadził mnie na ziemię. Zdałam sobie sprawę, ze bez bliskich nie potrafię by szczęśliwa. Wyjadą i znów wróci rutyna, nerwy, płacz i kłótnie. Mama mówi, żeby się nie smucić, ze mam obok siebie swoje dwa szczęścia i po prostu trzeba przetrwać ten trudny okres. Niedługo znowu się zobaczymy. No ale mimo wszystko wczoraj smutek wygrał. Trudno było pożegnać się z nimi mając świadomość, ze przede mną jeszcze kilka trudnych miesięcy. Od rana walczyłam ze sobą, żeby się nie rozkleić i muszę przyznać, ze szło bardzo bardzo ciężko.
Dopiero teraz, kiedy jest już po fakcie, po wyjeździe z Polski, widzę, jak bardzo rodzina jest ważna, nie znajomi, nie melanż i zabawa. Rodzina. Niby brat denerwuje, komentuje, dzieciak. Mama maruda, czepia się i narzeka. To jednak nie jest istotne. Wręcz niezauważalne, nieporównywalne do tęsknoty i miłości. Dlatego jak masz dość swoich rodziców, cieszysz się z wyprowadzki albo nie możesz się jej doczekać, to tylko Ci się wydaje. Jestem przekonana. Nie mówię tu o jakiś patologicznych rodzinach, tylko o zupełnie normalnych, w których jesteś zbuntowanym nastolatkiem :). Kochasz ich jak cholera, jeszcze do tego dojrzejesz.
Rozmawiałam z mamą na temat ukończenia liceum. Dowiedziałam się, ze oceny z liceum mają swoją ważność, o czym nie miałam bladego pojęcia. Na razie muszę zaliczyć tylko ostatni semestr klasy maturalnej, ale za kilka miesięcy całą klasę a potem całe liceum. Nie podoba mi się raczej perspektywa powtarzania całego liceum na nowej podstawie programowej. Dlatego tez postanowiłam poczytać trochę w necie o nauce eksternistycznej. Niestety taka nauka kosztuje i to nie mało, bo około 400-500 zł za semestr. Napisałam do Zaka czy jest możliwość ukończenia semestru za darmo, ale już mija drugi tydzień a odpowiedzi brak. Na szczęście dostałam cynka od cioci, która podobno załatwiła mi ukończenie szkoły w Nauce w Pile. Musiałabym się stawić w marcu i w maju na lekcji, żeby mieć obecność, ale nie wiem jak to dokładnie ma wyglądać. Wszystkiego dowiem się dziś wieczorem i dam Wam znać. Może kogoś to interesuje.
Zastanawiałam się od kilku dni nad pracą w internecie. Zdaję sobie sprawę jakie kokosy można zebrać po kilku latach takiej działalności, oczywiście opartej na systematyczności i oryginalności. Kanał na YouTube? Banał ale to nie dla mnie. Blog? Może, ale o czym i czy dam radę? Sklep internetowy? Nie wiem, nie wiem, nie wiem. To spory krok w życiu i nie wiem czy to dla mnie. Czy się sprawdzę, podołam ze swoim słomianym zapałem. W sumie jak nie spróbuję to się nie dowiem. Ale jak na razie muszę skupić się na skończeniu szkoły i zdaniu matury. Czas leci a ważność moich ocen nie jest wieczna.












Będę trzymać kciuki, abyś już bez przeszkód ukończyła szkołę! :)
OdpowiedzUsuń