Każdy
z nas nie lubi uczucia odrzucenia, tego ogromnego smutku tam gdzieś w środku w
serduszku. Najgorzej mają Ci, którzy bardzo szybko się przywiązują do drugiego
człowieka, zwłaszcza kiedy obiecuje Ci wiele i jest naprawdę miły. Zaczynasz liczyć
na coś, mieć nadzieję, nie wiesz co robisz, różowe okulary zaczynają przesłaniać
Ci widok na świat i z jednej strony zaczyna się robić wesoło, miło i
przyjemnie, a z drugiej wcale to takie przyjemne w końcu się nie będzie. Bo
zawsze przyjdzie co do czego i wyjdzie pizda. Cały świat w kolorach tęczy i
nagle jeb szarość uderza Cię w twarz. Co teraz mam robić? Każdego dnia czekałeś
na rozmowę, spotkanie, smsa, cokolwiek i z dnia na dzień to znika. Już się
przyzwyczaiłeś i teraz z tym przyzwyczajeniem musisz wygrać.
Dlaczego
właściwie zniknęło? No nie wiem, wina zawsze jest po obu stronach. Czasem
wystarczy jedno błahe słowo, czasem może coś większego. Zależy od człowieka. Ty
możesz uważać, że to głupota, no weź, daj spokój, co Ty robisz. Lecą obelgi,
spadają jedna po drugiej w okienku czatu, tak jak łzy z oczu, no i co
poradzisz, nic nie poradzisz. Możesz znów zamknąć się w sobie, zamknąć na
wszystkich, nie dać się już ranić, nie dać się więcej miłym słowom. Nie chwytaj
więcej nikogo za rękę, nie polegaj więcej, nie
przywiązuj się. Zostaw piękne chwile swojej wyobraźni, życie jest w tej
kwestii jakieś nie udane, u mnie przynajmniej. Nigdy więcej wspólnych śniadań.
Nie wiem po co to wszystko. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek
jakikolwiek związek był sobie, zajebiście od początku, bez końca.
No
cholera! Wiesz co jest najbardziej chujowe w tym wszystkim? Jak jedna strona
tej kombinacji ma jakiś problem, może nie zauważać tego problemu, a może nie chcieć
go zauważać. Otóż to. Tym razem, a to
już drugi raz, wystarczyło jedno zdanie, rzucone ot tak, bez pomyślunku. ‘Daj
mi dokończyć! Nie jestem psychiczna!’ Na okrągło słyszę, idź się lecz, idź, jesteś psychiczna, jak możesz, ty nie rozumiesz tego,
tego, tego i wszystkiego nie rozumiesz. Krzyczysz, bronisz się, mówisz,
piszesz, piszesz, piszesz, piszesz, nie czytasz moich słów. Przecież jest
między nami tyle fajnych rzeczy, po co te dramaty? Po co te kłótnie? Masz z tym
problem, nie podobają Ci się moje poglądy, to je zostaw w spokoju, niczego mi
nie narzucaj, niczego nie wpajaj, nie jestem dzieckiem. Już drugi raz przez
moje słowa, skoro to drugi raz, to może rzeczywiście nie bierz sobie do serca
każdego mojego słowa? Bo może nie mam na celu krzywdzenia Ciebie, wytykania Ci
czegoś, przywoływania jakiś brudnych emocji? Pomyślałeś o tym? Czy naprawdę muszę
przemyśleć każde słowo, które do Ciebie kieruję? Skąd mam wiedzieć kiedy
zmieszasz mnie z błotem? Ja mam tego dosyć, nie jestem nikim, i nie pozwolę
sobie więcej na takie słowa, zupełnie bezpodstawnie. Czekam na szczere ‘przepraszam’.
Tęsknić,
tęsknię, bo jak mam nie tęsknić, ale nie potrafię tęsknić w stu procentach
mając w głowie tę przykrość, którą mi sprawiłeś. Im dłużej się nie widzimy tym
jest lepiej, dopóki nie zacznę o tym myśleć, ale to normalne, zawód miłosny
pospolity, nie chce mi się jeść, nie chce
mi się wyjść, może trzeba to przeczekać, ale nie wiem czy to jest mądre.
Myślisz, że dzięki Twojej pewności siebie zdobędziesz góry, powiesz tak i tak
ma być. Bo stanowczy, wow, zajebiście, laski na to lecą. Po co babie lane
kluski słodko pierdzące, facet ma być
facet, prawda? Ale są granice wszystkiego. Jest coś takiego jak
współczucie, może nie o to chodzi, ale możesz czasem być mniej skurwielem,
byłoby przyjemniej, czasem odpuścić, powiedzieć ‘pewnie jej się palnęło, nie ważne, nie będę się kłócić, nie będę
pierdolić znowu, wojny toczyć’. Doskonale
wiesz, że żadne z nas nie odpuści podczas kłótni, to może dajmy sobie spokój z
samą kłótnią.
Do
trzech razy sztuka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz