1/09/2015

10. Trzy miłe rzeczy

29 grudnia rozmawiałam z ciocią, która czytając tego bloga poradziła mi, żebym spróbowała codziennie zapisywać sobie trzy miłe rzeczy jakie mnie tego dnia spotkały. Tak tez zrobiłam ale niczego to nie zmieniło. Nadal jest beznadziejnie i mam dość tego wszystkiego. Chciałabym w końcu być szczęśliwa. Meczy mnie codzienne wstawanie, słuchanie czego mi nie wolno, to i tamto. Wszystko źle, najgorzej czyli w sumie bez zmian. 
Tak też zrobiłam, przez kilka dni spisywałam kilka miłych rzeczy, nawet jeśli były to małostki. Potem zdałam sobię sprawę, że niczego to nie wnosi, nie robi żadnej różnicy i przestałam.
Te kilka rzeczy to w pierwszy dzień, mój synek skończył 5 tygodni, od rana obdarzał mnie zniewalająco słodkimi uśmiechami, coś cudownego, zwłaszcza, że wcześniej bardzo rzadko się ciezzył na mój widok. Kolejna rzecz to uczucie niesamowicie miękkiej skóry po zastosowaniu peelingu kawowego i smak utęsknionej herbaty cytrynowej, bo od kilku tygodni wstecz piłam tylko herbaty o typowo świątecznych smakach. No i na koniec dnia pierwszego, znalazłam całkiem fajny zespół - The Avett Brothers. 
Kolejnego dnia obudziłam się cudownie wypoczęta (o dziwo) i  zaczęłam go  wypiciem przepysznej kawy. Potem udało mi się w spokoju zedytować kilka stron w internecie, odświeżyć wygląd i zaktualizować informacje. Na obiad S. zrobił przepyszny rosół, który zaprzątał mi myśli od paru dni i ostatnie, za oknem panował piękny zimowy wieczór.
Trzeci dzień był od rana spokojny, bo synek spał spokojnie i nie płakał, przytulając się do niego po raz pierwszy zdałam sobię sprawę z tego, jakie przyjemne i mięciutkie są jego włoski. To był sylwester, więc o północy mogłam upajać się widokiem pięknych fajerwerków i czerpać z tego prawdziwą radość. Serio, dawno się tak nie cieszyłam. 

Pierwsze dni stycznia mijały podobnie, na zmianę dobrze i źle. Biorąc pod uwagę tylko te dobre chwile, to muszę się pochwalić, bo mój mały brzdąc niesamowicie rozgadał się i zaczął gaworzyć, po długim czasie znów wróciłam do rozmów z tatą na Skype i muszę przyznać, że pomaga mi to zapomnieć o smutnych i męczących rzeczach. Po prostu jest wtedy wesoło. 
Z S. obejrzeliśmy zajebisty film "Babadook", i spędziliśmy miły wieczór, pierwszy od dawna, a co najważniejsze, po wielu ciężkich chwilach nie poddał się i nie wypił. Jest coraz gorzej z jego psychiką. Skończyły mu się leki, które w sumie nie dawały za dużo ale podtrzymywały jego poziom serotoniny. Teraz kiedy ich nie bierze czas szybko ucieka i jest coraz bliżej ataku. Wziął zwolnienie z pracy jeszcze kilka dni przed wigilią i nadal nie jest w stanie wrócić. Sami wyobraźcie sobie połączenie nerwicy, zespołu lęku uogólnionego, depresji, alkoholizmu i mizantropii. Mieszanka wybuchowa. Czasem nie wiem czy mam się za niego wstydzić, patrząc na to jak traktuje ludzi, których szczerze nienawidzi, czy po prostu to ignorować, wierząc, że niedługo wszystko wróci do normy. Ale zostawmy już ten temat. Miało być przecież wesoło.

Szukałam pracy od kilku dni po Nowym Roku i udało mi się. Może jeszcze nie w stu procentach ale byłam w pracy próbnej. A mianowicie praca w hotelu na stanowisku recepcjonistki, która mówi po angielsku czyli jakby pomoc tej drugiej. Nie muszę mówić po niemiecku, chociaż dobrze by było, bo łatwiej wtedy jest oczywiście porozumiewać się z koleżankami, ale to spokojnie. Byłam na godzinę zobaczyć co i jak i czekam na meila z odpowiedzią czy dostaję tę pracę czy nie. Wiadomość miałam dostać dzisiaj, ale poczekam do jutra i sama napiszę.
Nawiązując jeszcze do tematu S., jego sytuacja psychiczna zmusza nas do jak najszybszego odwiedzenia Polski w celu zmiany jego leków, dlatego prawdopodobnie w piątek za tydzień czyli dzień po wypłacie wyruszymy do ojczyzny. Nic nie jest pewne, to zależy od tego ile dostanie pieniędzy w tym miesiącu i czy stać nas będzie na taki wypad. Tak czy inaczej, jakoś pojechać musimy, bo nie wyobrażam sobie dalej życia w ten sposób. Jeszcze chwila i sama zwariuję. Pozdrawiam!



2 komentarze:

  1. :) ale znalazłaś jakies pozytywy! lepiej z gorki i pod gorke, niz z gorki ciagle! docenisz to z czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pracowałam kiedys na recepcji i dla mnie to był koszmar! zostawałam sam w hotelu z goścmi przyjezdżali Ukraińcy, Cyganie, tak się bałam bo ogromne pieniądze były tylko na mojej głowie a nie było monitoringu ani ochrony... Trzymam za Ciebie kciuki i bądz dzielna :)

    OdpowiedzUsuń

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2015/01/10-trzy-mie-rzeczy.html