Jeden wypad, jedna decyzja i tyle wydarzeń, złych głównie, jak to u mnie, czasem też dobrych, chwile zapomnienia, trochę wspomnień. Nie miałam chęci do tego by cokolwiek tu zamieszczać. Ale jak już piszę to piszę.
Tydzień po ostatnim poście czyli 15-go stycznia na wypłatę wypożyczyliśmy samochód, spakowaliśmy torby i pojechaliśmy do Polski. Plan był wpaść na 3 dni, załatwić najważniejsze i wrócić, dalej walczyć o przetrwanie i o rodzinę. Priorytetem było załatwienie spraw prawnych w Pile, przesłuchania, badania itd, a poza tym to jeszcze wizyta u lekarza, żeby mój S. zmienił swoje leki na inne, bo troszkę mu się pokomplikowało w głowie, chciał, a nie mógł i trzeba było to zmienić.
No i co. Jak zawsze, miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Nie chciałabym jednak opisywać dokładnie co się stało, bo dostałam pośrednio informację, będąc tu w domu, że nie powinnam pisać za dużo o tym co się dzieje w moim życiu prywatnym, zwłaszcza o moim lubym. Ale jest to blog osobisty, myślałam o tym, żeby zamknąć stronę na Facebooku i zmienić adres bloga, żeby na nowo mieli do niego dostęp tylko ci, którzy chcę, żeby go czytali i ci, którzy wpadli tu przypadkiem. Ale zmieniłam zdanie. To co tu zamieszczam jest moją sprawą, nikomu nie robię na złość, pod górkę czy cokolwiek. Nikt nie ma z tym problemu, a jedyne co dostaję w zamian to dobre rady, miłe słowa i wsparcie. Wszyscy, którzy choć raz słyszeli o S. albo go znają, wiedzą jaki jest i co potrafi, kiedy wyłączy myślenie będąc w ciągu. Pisząc tutaj jest mi łatwiej uporządkować myśli i jest mi lżej na duszy, wiem, że ktoś to czyta i mam wrażenie, że jako tako komuś się wygadałam z tego co mnie dusi w środku. No.
Wracając do tematu. Wystarczyło nie całe 10 dni, żeby zniszczyć większość na co zapracował przez rok. Mówiłam, cholera, wypijesz to stracisz. Ale nie wytłumaczę, ani jemu, co robi i jakie są tego konsekwencje, ani innym, że jest chory. "Nie usprawiedliwiaj go", ci, którzy tak mówicie, jesteście po prostu głupi. Przepraszam, ale to prawda. Są choroby mniejsze i większe, te, z którymi można sobie poradzić bez problemu i te gorsze. Wiedziałam jako tako na co się piszę, chciałam wejść w to bagno, żeby pomóc mu z niego wyjść. Bo alkoholik sam dla siebie nie zacznie walczyć z nałogiem, potrzeba mu wsparcia osoby, która jest uparta, kocha, chce pomóc i przede wszystkim jest silna. Nie wiedziałam czy dam radę, czy podołam, czy w ogóle jestem warta jego uwagi. Ale dziś, właśnie dzisiejszego dnia już wiem, że tak.
Przez ostatnie kilkanaście dni przeżywałam na nowo piekło, o którym już dawno zapomniałam, chlanie, szukanie, kłamstwa, groźby, szantaż, kradzieże. Boże. Wszystko wróciło na pierwszy dzień po przyjeździe. Bo nie dopilnowałam, bo nie namówiłam, bo nie dałam rady, bo zaufałam, uwierzyłam i puściłam go wolno. W skrócie. Przez pierwszy dzień, łudziłam się, że po prostu jest zajęty, że załatwia sprawy, miał sprzedać telefon, żebyśmy mieli więcej gotówki na zakupy do domu, że po prostu jest okej i zaraz się odezwie. Tak bardzo się myliłam.. Zostawił mnie i Antka w domu z mamą, mówiąc, że za dużo wspomnień go dopada w tym domu i pójdzie spać do hotelu. A tak na prawdę pojechał na melanż. Przepił w kilka dni tyle pieniędzy ile moja mama zarabia ostro harując przez cały miesiąc. Przepił pieniądze za telefon i ostatnie złotówki z wypłaty. W kolejnych dniach, karmiąc się nadzieją traciłam coraz więcej. Cierpliwości, rzeczy materialnych, wspomnień i nadziei, na to, że jeszcze możemy wrócić do domu. Synek nie ma dokumentów, bo jemu się spieszyło do ziomków, samochód zniszczony, nie mamy ani grosza. Starczy tego złego.
Dziś jest ostatni dzień stycznia i nareszcie czuję, że moja osoba i nasz synek jesteśmy tym, na co czekał przez tyle lat. Jak cudownie jest słyszeć, że się bał, kiedy już przestał, że nas stracił, że przegrał wszystko, że już nie chce więcej, że już nas nie opuści, nie zostawi, nie oszuka, nie okradnie, nie zrani. Postawiłam warunek. Chcesz być w naszej rodzinie, być szczęśliwym mężem i ojcem, wychowywać swojego synka, dawać mu dobry przykład? To idź i się lecz. Zacznij od wizyty u swojej psychiatry, zmień leki, bo po to tu przyjechałeś dwa tygodnie temu i zacznij w końcu żyć, być szczęśliwym! Nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla siebie. Więc spiął dupę i tak zrobił.
Dziś rano byliśmy na wizycie w przychodni BBJ. Dostał lek na alkoholizm, chociaż to śmiesznie brzmi, bo z nałogu się nie wyleczysz, możesz jedynie z nim walczyć i wygrać tę walkę. Racja, uzależniony będzie, ale już nie musi wszywać sobie pod skórę jakiejś wszywki, która spowoduje, że jak wypije to umrze. Ma magiczne tabletki na zahamowanie głodu i na wyjście z ciągu, do tego tabletki szczęścia i tabletki, które usuną lęk, z jego życia i tabletki na życie w społeczeństwie. Tak, jest chory i tak, będę przy nim. Dziękuję.
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2015/01/11-dzis-juz-wiem.html
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2015/01/11-dzis-juz-wiem.html

Kiedy kolejny post? :)
OdpowiedzUsuń