Zdaję sobie sprawę z tego, że większość moich wpisów jest przepełniona smutkiem, złością i innymi negatywnymi emocjami ale niestety, tak właśnie wygląda moje obecne życie. Pełne niewiadomych, oczekiwań, przeliczeń. Uśmiecham się patrząc na mojego rycerzyka, ale wolałabym patrzeć na niego w towarzystwie szczerze szczęśliwego taty. Tymczasem muszę zmagać się każdej nocy z krzykami, swoimi, jego i rycerzyka. Patrzeć jak sam nie daje rady, jak odłącza się od nas, sypia sam w pokoju obok. Nic nie zrobię. Pomógł mi zrozumieć, że ze mną można się jedynie kłócić albo przytulać. A on potrzebuje wsparcia, którego nie potrafię mu dać. Skąd mogłam wiedzieć, że oczekuje ode mnie słów otuchy? Sama się zdziwiłam, a jednak, on też jest człowiekiem. Dziwnym, ale człowiekiem. Potrzebuje czasem pomocy jak każdy. Pamiętam jak jeszcze rok temu, kiedy się poznaliśmy postawiłam sobie za cel, być wsparciem, pomocą, lekiem, celem. I zapomniałam? Jak mogłam... Przepraszam. Na prawdę chciałabym być przepełniona pozytywną energią, mieć dużo fajnych planów na siebie, cokolwiek. Brakuje mi takie radości prosto z serca.
To tak na marginesie. Czas urozmaicić trochę treść tych ponurych postów.
W ciągu tego tygodnia wyremontowaliśmy do końca kuchnię, pozbyliśmy się ostatnich mebli po poprzednich właścicielach. Nareszcie czuję się w 100% jak u siebie. Troszkę się pospieszyliśmy i popełniliśmy kilka głupich wpadek w montażu szafek, mam tu na myśli złe zamontowanie uchwytów szafek, które są powieszone na ścianie, bo są po prostu na górze, po drugie źle wycięty blat w miejscu na zlew i niestety zlew się rusza bo nic go nie podtrzymuje, powinien zostać fragment blatu z brzegu :D. Mięliśmy też trochę problemów z kuchenką. Najpierw okazało się, że nie było dołączonego kabla do kuchenki i trzeba było go załatwić. Potem po podłączeniu do prądu padły wszystkie gniazdka w kuchni, a teraz kiedy byłam przekonana, że już wszystko jest okej, okazało się podczas dzisiejszego gotowaniu rosołu, że nie działają dwa palniki po prawej stronie. Cóż.
W poniedziałek po 6 rano, nareszcie po 9 miesiącach rozłąki zobaczę mamę i brata, bo odwiedzają nas na święta! Zostało jedynie 5 dni, a ja jeszcze nie mam prezentów! Kupiłam mamie przez internet ekspres do kawy, bratu buty na wiosnę i obojgu oddaję swojego tableta, ale czekam na przesyłkę już 3 dni od wpłaty pieniędzy i jeszcze nie dotarły. Boję się, że na wigilię prezenty nie dotrą :(. Nadal też nie mamy choinki ani jakichkolwiek ozdób świątecznych, bo deszcz leje od wczoraj, więc z małym nie wyjdę na dwór w taką pogodę, a Seba ma pracę na drugą zmianę w tym tygodniu. Lipa.
Jakoś ogarnę temat i odezwię się, trzymajcie się!





Powiem Ci coś, co kiedyś powiedziała mi babcia.
OdpowiedzUsuńNa początku są motyle w brzuchu, każdy przypadkowy dotyk podnosi Cię pięć centymetrów nad ziemię. Pierwsze pocałunki, spacery, noszenie na barana i inne takie cukierki. Potem to przechodzi. Nadal kochasz, kilka razy mocniej, ale motyle z brzucha uciekają, zostaje miłość i przywiązanie. Już nie zauważasz tych dotyków, bo zastanawiasz się co zrobić na obiad i że papier toaletowy się kończy. Mimo to kochasz nadal. Między Wami jest więź, która jest najsilniejsza na świecie. Od rodziców się wyprowadzisz, z rodzeństwem pogadasz przez telefon przez pół godziny i jest dobrze, ale chłopak, a potem narzeczony i mąż jest na całe życie. Jego kocha się najbardziej. Inaczej to się rozpadnie.
I nagle pojawia się dziecko i wszystko się psuje. To smutna prawda, przy pierwszym dziecku robi się bardzo nerwowo. Mama jest zmęczona, bo cały czas zajmuje się dzieckiem, lula, nosi, karmi, przewija, sprząta, gotuje... Poświęca swoje życie dla dziecka i męża. A tata wraca zmęczony z pracy, też się przecież poświęca. Zjada obiad, popyta co u dziecka, przytuli, może sam przewinie, nakarmi, ale potem idzie odpocząć i jest zły, ze dziecko płacze, że żona każe wynieść śmieci, zmyć naczynia, iść po pieluchy... A on chce spokoju. Mama tego spokoju chce jeszcze bardziej. Tu pojawiają się nerwy. To minie, ale nie szybko. Dlatego musisz pamiętać żeby rozmawiać. Bez krzyków, wyrzutów - słowami. Znaleźć taki moment, w którym jeszcze bardziej nie rozzłościsz i sama nie będziesz zła i warcząca. Ciężko jest znaleźć spokój, ale w końcu się nauczysz. Pamiętaj, żeby przyznać się do swoich słabości i swojej winy, a nie tylko wymagać i obwiniać. Rozmowa to podstawa. I nie bój się prosić o pomoc. Pomóż mi pomóc nam. Zróbmy to razem.
Wiem jak ciężko jest gdy nie ma sił, gdy nie widać wyjścia. Ciężko mieć nadzieję. Wiem też, że sinusoida zawsze odbija w górę. Może to banalne... Ale w końcu będzie dobrze. Zobaczysz. Znajdziecie swoją drogę.
Ślicznie Ci w krótkich włosach.
Bądź dzielna. Trzymam kciuki
~ znów ja