11/26/2014

1. Wróciłam i zaczynam od początku

Tak przeżywałam, tak się bałam, tyle obaw, i stało się! Nareszcie! W dzień, kiedy napisałam ostatni post byłam u lekarza. To był 20 listopad czyli dzień terminu. Mówiłam, że jeszcze na pewno tyle czasu muszę czekać. A co jak minie 42 tydzień, a Antosia dalej nie będzie z nami? Niepotrzebnie się stresowałam. Tego samego dnia po powrocie od lekarza zaczęły się bóle brzucha i delikatne skurcze. I kolejne pytania: to skurcze przepowiadające? Czy to nawet nie przepowiadające? A co jak wody mi odejdą zaraz? A może odeszły a ja nie zauważyłam? 
Zbliżał się wieczór, bóle robiły się trudniejsze do zignorowania. Godzina 2:00 i zaczęłam zastanawiać się czy nie wezwać karetki, bo przecież może przejdą... Godzina 4:00 byłam już w szpitalnej recepcji, żeby się zarejestrować. Od razu po tym zawieziono mnie do pokoju, w którym przeprowadzono ktg. Nagle odeszły mi wody i skurcze przybrały na sile i tak się zaczęło rozkręcać. Z góry poprosiłam położną o znieczulenie, zgodziła się i przy okazji zaproponowała podanie kroplówki, która jednocześnie znieczuli i uśpi na kilka godzin, bo miałam wówczas rozwarcie szyjki macicy na 3-4cm. Chciała żebym się zrelaksowała i żeby na spokojnie rozwarcie się powiększyło, bo podczas skurczy raczej będzie ciężko. Pojechałam do swojego pokoiku kilka pięter wyżej, tam podłączyli mnie do kroplówki i czekałam.... Czy coś się zmieniło? Hm, ból jak był tak został i stawał się gorszy i gorszy. Nie byłam ani trochę rozluźniona, wzrok był opóźniony, miałam drgawki, dreszcze i to co się działo z moim organizmem mogę śmiało porównać do bad tripa po mdma. Po godzinie moje krzyki, przekleństwa i płacz można było usłyszeć w całym szpitalu. Błagałam pielęgniarki o znieczulenie, nie wiedziałam gdzie jest góra a gdzie dół. Czy tak trudno było zrozumieć, że umieram? Po pewnym czasie zabrali mnie na wózku na salę porodową i ostatni raz wspomniałam o znieczuleniu. Położna powiedziała, że już dostałam i nic innego nie może mi dać ale jest jeszcze możliwość wykonania PDA czyli zewnątrzoponowego. Tak! W końcu! Cały czas o tym mówię! I tak na salę przyszło dwóch lekarzy anastezjologów, poprosili mnie o podpisanie dokumentów, wytłumaczyli mi jak to wygląda ale szczerze mówiąc miałam w dupie jak to przebiega.
Mogli mi nawet rękę odciąć i przyszyć jeśli to byłoby konieczne byleby tylko nie bolało dalej. Dowiedziałam się, że podawanie PDA trwa pół godziny i w tym czasie muszę siedzieć na brzegu łóżka w pozycji skulonej w koci grzbiet tak, by lekarz widział mój kręgosłup i mógł pomiędzy kręgi wbić igłę z cewnikiem, przez który podane zostanie znieczulenie.


Przyjechał S., zaczął coś gadać bez sensu o tym, że to nic wielkiego czy coś. Nie pamiętam dokładnie ale byłam zła, że gada. Wystarczyło, że był obok i dawał mi ściskać swoją rękę tak, jak robiłam to kilku osobom przed nim. Po parunastu minutach walki ze znalezieniem idealnego miejsca na igłę było już po prostu za późno. Miałam rozwarcie 9cm i musiałam zacząć przeć. Darłam się wniebogłosy dopóki lekarz nie poradził mi przelania energii z krzyku w parcie i tak zamknęłam się do końca. Parłam przez kilka minut, czułam jak główka przeciska się powoli ale nie może wyjść. Lekarz zapytał dwa razy czy chcę dotknąć czubka głowy Antosia ale nie chciałam, bałam się tego, nie wiedziałam czy to doda mi siły czy wręcz przeciwnie. Beng! Główka wyskoczyła i kilka sekund po niej ramionka i cała reszta. Co za ulga! Nagle wszystkie bóle, nerwy, pretensje które gromadziły się 
przez 9 miesięcy wyszły ze mnie razem z synkiem, który od razu wylądował w moich ramionach.
Jeszcze ostatni bolesny skurcz i wyszło łożysko. Tatuś przeciął pępowinkę i zrobił kilka zdjęć.
Godzina 8:32 urodziłam! Co za ulga... Ostatni bolesny element porodu czyli szycie krocza. Niestety rozerwałam się i należało mi się 5 szwów, nie polecam.
Jeszcze przez kilka godzin leżałam na sali porodowej z brudnym maluszkiem w ramionach ale byłam zakochana, od tamtej chwili nie ma dla mnie ważniejszych spraw niż bycie obok tego ludzika. 
Zostaliśmy w szpitalu do poniedziałku. Codziennie pielęgniarki robiły nam badania i dbały o wszystko czego potrzebowaliśmy. Pokazały mi jak wykąpać, przewinąć, nakarmić Antosia, dały mu prezenty, odwiedził nawet ksiądz, żeby go pobłogosławić Gdzie w Polsce moje dziecko dostanie tyle uwagi i troski? Tylko w prywatnych klinikach jak mniemam.

Na koniec powiem kilka słów. Teraz, gdy już minęło kilka dni mogę śmiało powiedzieć, że ból
porodu i cały ciężki okres ciąży wart jest tego wszystkiego. Mogłabym przeżyć jeszcze raz te kilka bolesnych godzin ile razy będzie trzeba. Nie wybrałabym dobrowolnie cesarskiego cięcia, po pierwsze, bo nie byłabym świadoma do końca jakie to jest poświęcenie urodzić dziecko. Jest dużo kobiet, które wolałyby "pójść na łatwiznę", żeby tylko nie bolało, ale domyślam się, że okres po cesarce byłby o wiele gorszy niż po porodzie naturalnym.

Teraz czuję się zupełnie inaczej. Jak przypomnę sobie te awantury, krzyki, pretensje o nieumyte naczynia, niewytartą podłogę po kąpieli, o facebookowe rozmowy, to wszystko było tak absurdalnie głupie z mojej strony... Myślałam, że to kontrolowanie i cała reszta były słuszne ale myliłam się. Hormony jednak robiły swoje i zupełnie przesłaniały mi trzeźwe myślenie. Chciałabym przeprosić wszystkich, których obraziłam, z którymi się pokłóciłam w tym okresie. Byłam kimś zupełnie innym. Mój Baniu nawet powiedział, że zachowuję się teraz inaczej. Jestem taka, jaką pokochał. Bolało mnie to jak powtarzał, że gdyby nie dziecko to już dawno by odszedł, że teraz wyszło jaka jestem znerwicowana, że jestem chora psychicznie, a jednak nie! Chyba że to powróci. Jak na razie nie
przeszkadzają mi brudne naczynia i inne pierdoły, a nawet jeśli to sama to posprzątam ale bez
wyrzutów.

Wróciłam i zaczynam od początku!


2 komentarze:

  1. Słodziaczek! Moje gratulacje! Dobrze, że rekompensuje bóle porodowe ;) Pozdrawiam was ciepło i zapraszam do siebie, dopiero zaczynam, ale kto wie może wam się spodoba :) fochzprzytupem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2014/12/1-wrociam-i-zaczynam-od-poczatku.html