11/16/2014

23.2 Co...

Czas leci jak szalony, a sprawia wrażenie jakby stał w miejscu. Cały czas narzekam, że nuda, że sama, że lenistwo. Jeszcze "kilka dni temu" do terminu było pół roku, a teraz? Tylko cztery dni! Chyba to do mnie nie dociera, że zostanę mamą.. Żyję sobie codziennie tym samym schematem, pobudka, poranna toaleta, posprzątać, wypić kawę, sprawdzić co się dzieje w internecie, co zabiera mi zdecydowaną większość czasu, zrobić obiad, przywitać Sebę po pracy, nakarmić go, przetrwać do wieczora i pójść spać. Niby zabijanie czasu, żeby już był z nami Antoś, no a co jak już będzie? Co się zmieni? Jak to będzie wyglądać? Szybko się zestarzeję, nie wiem jak żyć w swojej rodzinie, jeszcze nie wiem co i jak. Jak z finansami, jak to się robi, jak rachunki, a kiedy praca? Czy mogę pracować jak dziecko będzie miało kilka miesięcy czy raczej nie powinnam? A znajomi? A jak moje samopoczucie? Czy kiedyś będę miała stałe miejsce, prawdziwy dom na tym świecie, w którym będę czuła się jak u mamy? Czy będę szczęśliwa? Tyle pytań... A ja siedzę na Facebooku i odświeżam stronę główną...

Nie wiedziałam, że życie na własny koszt jest takie... bez barierek? Nikt nie mówi "zrób to szybko, bo pózniej będziesz miała pod górkę" albo "nie rób tego, nie rób nic głupiego, nie zapomnij tego" itd. Lodówka sama się nie napełni, dom sam się nie posprząta. Dziwnie, prawda? Takich rzeczy się nie spodziewałaś. Że jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. A dziś akurat nie mam poszewek na kołdrze, bo się wyprały. Nie, same się nie wyprały, i nie, same też się nie wywiesiły. Szok. 

Z innej beczki teraz. Wczoraj byliśmy w Regensburgu w Ikiei. Taki luźny pomysł, bo okazało się, że kilka dni temu robiąc zakupy do mieszkania, zamówiliśmy przedłużenie do stołu zamiast stołu po prostu. Ah te niemieckie strony... Przez cały pobyt w sklepie byłam podminowana. KAŻDA osoba tam obecna (a wyobraźcie sobie ile osób może być w sobotnie popołudnie w takim sklepie jak ikea) musiała na mnie spojrzeć. Po co, pytam??? Na chuj wlepiasz te gały?! No kurwa kobiety w ciąży NIKT kurwa nie widział NIGDY! Ale nie o tym chciałam mówić. Stojąc przy kasie ogarnął mnie okropny smutek, a może nawet jeszcze wcześniej i S. to zauważył. "Nie jesteś szczęśliwa prawda?" I zrozumiałam.

Jestem z człowiekiem, który tyra dzień w dzień, siedem dni w tygodniu prawie 10h w pracy. Większość wolnego czasu spędza na naprawianiu laptopów, żeby zdobyć jeszcze pare groszy. Żeby kupić farbę i pomalować mieszkanie, żeby zamówić wygodne łóżko i miękki materac, żeby nie bolały mnie plecy, żeby kupić lampę, bo szybko męczy mi się wzrok, żeby kupić nową lodówkę, nową kuchnię, krzesła i stół, żeby wigilia była piękna. Robi wszystko, żebyśmy mięli wszystko. A ja nie jestem szczęśliwa. Dlaczego? Bo rzeczy materialne mnie nie cieszą. Kiedy byłam najbardziej szczęśliwa? W ciągu tego roku najszczęśliwszy moment należał do chwil spędzonych w namiocie na działkach, po kilku dniach w szpitalu. Nie mieliśmy tego wszystkiego, ale mieliśmy siebie. Mogliśmy razem spać, grzać się w jednym śpiworze, razem kąpać w strumyku i chodzić na spacery po lesie. Na prawdę. Wolę nie mieć sofy, laptopa, telewizora i nowej kuchni ale mieć tego kochanego mężczyznę, który smażył mi parówki i przynosił herbatę ze sklepu codziennie rano. A nie tego naburmuszonego, wiecznie zdenerwowanego faceta, który chce od razu zagwarantować wszystko. Przepraszam, ale taka jest prawda. Wydaje mi się, że z jednej strony taka prawda jest jednak z jednej strony piękna. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2014/11/232-co.html