Na początku kontakt się nie urywa, bo nikt nie chce go urwać. Są pocałunki, przytulańce, flirt i romantyczne momenty. Rozmowy telefoniczne na dobranoc i smsy w ciągu dnia. Tylko siedzisz i czekasz aż się odezwie. A jak się odezwie jesteś cała w skowronkach. Spędzacie każdy dzień razem i jesteście przekonani, że to się nigdy nie znudzi. Ale co to? Nagle jest okazja zamieszkać razem i wychodzi prawda na jaw.
Ty okazujesz się być znerwicowaną pedantką, a twoja "druga połówka" obleśnym syfiarzem. No przecież nie będziesz sprzątać bez przerwy, no przecież ile można znieść tę hipokryzję i ignorancję. Ciągłe kłótnie, o byle gówno. Przyzwyczajenie staje się męczące. Do głowy wkradają się jakieś obsesyjne wizje zdrady. "Zdradzi mnie, na pewno, ja bym z taką osobą jak ja nie wytrzymała", a z drugiej strony myślisz też "kurcze, nie dam rady tak dłużej, już nie jest mną zafascynowana, już nie chce na mnie patrzeć, coraz częściej słyszę jakie to życie jest chujowe, że chce wrócić do Polski, bo tu nudno, bo chujowo, bo Polacy, bo ojezu", potem te dziewczyny, ciągi, zapomina, że jestem. A może nie zapomina, ale jestem tylko kimś kto pilnuje, żeby brudno nie było i obiad stał na stole ciepły po pracy, ale tak generalnie to jestem dla nego jak wrzód na dupie.
Jeszcze tak nie dawno cieszyła mnie wizja ślubu. Chciałam mieć obrączkę, chciałam być razem, mieszkać razem, mieć piękne dziecko i kotka. Cieszyłam się na to, że wbrew wszystkim będę mogła mieć papierek z urzędu i dumnie mówić oficjalnie o swoim MĘŻU, nie chłopaku, MĘŻU. A ja? ŻONA, ale ekstra. Ale teraz? Teraz powoli przyznaję się przed sobą gdzieś tam w środku, że NIESTETY ale muszę wziąć cywilny ślub, żeby jakoś chrzest załatwić, bo dziecko przecież musi być ochrzczone i to w sumie za pare miesięcy. Co? Już? Tak szybko? Nie chcę wychodzić za mąż za człowieka, który usprawiedliwia każde swoje zachowanie tym, że "jest chory i oderwany od rzeczywistości". Do tego z obowiązku, bo dzieciak...
Co się dzieje?! Człowieku, jak tak dalej będziesz "oderwany od rzeczywistości" to nawet nie zauważysz jak zostaniesz sam, bo my odejdziemy! I dla kogo będziesz pracować i zarabiać? Dla siebie? Oh, nie żartujmy sobie aż tak, przecież dla siebie nie będziesz pracować. Zachlejesz się w trzy dupy i będzie po zabawie, a tego wbrew pozorom nikt nie chce.
Marzę o tym, żeby znów poczuć się jak rok temu. Jak wtedy kiedy czarował mnie swoim wzrokiem, jak udawał, że nie chce, a chciał i ja też chciałam. Namiętnie, gorąco. I pomimo, że po czasie już wiedziałam o alkoholizmie, o opętaniu, o narkotykach, o tych wszystkich problemach z prawem i problemach w rodzinie, postanowiłam podjąć to ryzyko. Chciałam zawalczyć o jego serce i stanąć na drodze do butelki. Sprawić, że będę osobą, dla której nie będzie chciał pić, dla której będzie wstawał wcześnie rano, żeby przyjść o 7 i pocałować przed lekcjami. Żeby nie ważne co się dzieje, zawsze był obok i kochał, i chciał, nie musiał, ale chciał, dla mnie. Teraz dla nas.
Rzuciłam wtedy wszystko... Rzuciłam znajomych, przyjaciół. Nie utrzymywałam kontaktów, nie spotykałam się z ludźmi. Rzuciłam rodzinę, to nie oni byli najważniejsi, nie liczyłam się z ich zdaniem, że jest ze mną gorzej, że jestem smutna, zalatana, że mnie nie ma. Nawet po nocach. Rzuciłam szkołę, albo inaczej, zostałam z niej w końcu wyrzucona, bo ile można się spóźniać, ile można lekcji opuszczać, ile jeszcze złych ocen zbierać, nawet na próbne matury nie przyjść, do tego stwarzać zagrożenie dla uczniów. Rzuciłam dosłownie WSZYSTKO. Kraj opuściłam, uciekłam, bałam się konsekwencji, myślałam, że jak za granicą to za daleko, że nauczka mnie nie dopadnie..Po co to wszystko? By zyskać to co mam teraz. Pierwszy wyrok w zawieszeniu, z głupoty. Za kilka dni dojdzie mi drugi wyrok w zawieszeniu, też z głupoty, z chęci szybkich pięniędzy, kilka tygodni i trzeci wyrok w zawieszeniu, z głupoty, też sposób na szybkie pieniądze ale też po to,mżeby załagodzić powód drugiego wyroku. A potem jeszcze czwarty wyrok w zawieszeniu albo odsiadka. Zaskoczeni? Takie błędne koło, same oszustwa, same przekręty. Chciało się być dorosłym? Tak? To teraz musisz ponieść odpowiedzialność i uczyć się na błędach. Płacić kary wysokości kilku tysięcy złotych... Głupia dała się ponieść miłości, straciła co miała, straciła przyszłość.
Ile bym teraz dała, żeby nie popełnić tych głupich błędów. Żeby mieć szansę zastanowić się nad tym co robię, czy to zgodne z prawem, czy uczciwe. Oddałabym rękę, serio. Zapłaciła każdy pieniądz. Żeby powiedzieć "nie, to nie wyjdzie nam na dobre". Ale była zaślepiona, zaufała, dała się nabrać.
Teraz żałuję i chcę przeprosić, naprawić.



Dość ciekawe zdjęcia, jedyne co mi przeszkadza to za mała czcionka.. ;//
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ;))
mackenziexox.blogspot.com
Dziękuję :) nawet nie wpadłam na to, że czcionka może być za mała. Może dlatego, że korzystam z bloggera tylko na urządzeniach przenośnych
UsuńNawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym Ci pomóc w tej przeklętej sytuacji, w której się znalazłaś...
OdpowiedzUsuńPoważnie? Ja cały czas mam w głowie naszą kłótnię o Fabiana dlatego w szkole i wszędzie było tak a nie inaczej...
UsuńNie było żadnej kłótni, po prostu wybrałaś jedno z nas. Zresztą to było tak dawno temu, teraz wszystko jest już inne
UsuńWiem ale mimo wszystko cały czas miałam to w głowie i bałam się cokolwiek zmienić. I tak to był głupi wybór, może jedyna zaleta tego wyboru to wiem jakich ludzi unikać i trochę życia mnie to nauczyło
Usuń