9/03/2014

12.2 Co z tą pracą??

Pisanie notki raz w tygodniu? Co się dzieje... Powinnam się bardziej pilnować ale za dużo się dzieje, a jednocześnie nie dzieje się nic...
S. wyszedł ze szpitala w zeszłą środę. A dzień wcześniej wieczorem przyszedł do nas do domu Bodziu... Jakoś z rana usłyszałam pukanie do drzwi, myślałam, że to Remek czy ktoś z bloku, ale Bodzia się nie spodziewałam. Była taka sytuacja, że zadzwonił jak S. pił i powiedział, że jak przyjedzie z Polski to będzie potrzebował noclegu na pare dni ale zupełnie o tym człowieku zapomniałam zwłaszcza, że byłam sama przez prawie tydzień. W sumie to chyba już o tym wspominałam w poprzedniej notce. Tak, na następny dzień miałam wstać tak o 6-7 rano. Oddałam mu jeden materac z łóżka i położyłam na ziemi, dałam mu jakąś wolną poduszkę i kołdrę do prania, żeby niczego nie pobrudził.


A więc wstałam o tej 6 rano razem z Bodziem, bo chciałam się porządnie ogarnąć i pojechać po S., ale niestety od rana lał deszcz. O 9 przestawało już padać a potem już się przejaśniało. S. zadzwonił do mnie po śniadaniu o 8.30 i powiedziałam mu, że nie przyjadę. Od razu był zły "wiedziałem, że tak będzie". W sumie cały dzień użerałam się z tym starym dziadem, zastanawiałam się co jest grane, że S. jeszcze nie wrócił, martwiłam się jak cholera... Zadzwoniłam nawet do szpitala zapytać czy S. jest nadal w stacji i czy mogę z nim rozmawiać ale pani po drugiej stronie słuchawki powiedziała, że nie ma go od rana i był widziany na terenie szpitala jakoś po 15. Zdziwiłam się ale to oznaczało, że jeszcze nie jest tak źle z jego czasem i jest okej. Podczas czekania na niego i odchodzenia od zmysłów udało mi się dokonać zakupu łóżeczka dla Antosia w moim mieście, bo nie mogłam niestety zamówić go przez internet nie wiem do końca dlaczego. Wróciłam do pokoju po 18 i zobaczyłam S. za oknem na parapecie. Przestraszylam się jak cholera, Bodziu jak zwykle nie w temacie, najebany, gestykulację bezsensowną załączył. Widziałam, że S. jest zły, nie chciał mnie przytulić, poszedł się wykąpać, od razu pokłóciliśmy się o jakąś bzdurę, ja zaczęłam ryczeć i tak to w sumie wyglądało. 
Do niedzieli trzymaliśmy w pokoju najebanego Bodzia. Powiedział, że zostanie maksymalnie dwie noce i że po to przyjechał, żeby załatwić Baniowi pracę i spokojnie, wszystko idzie zgodnie z planem, wszystko się uda powolutku, bez nerwowo.. Jasne, codziennie byłam na skraju załamania nerwowego przez tego człowieka. Wszędzie brud, smród, alkohol, jego gesty, twarz, obiecanki cacanki. Miał codziennie chodzić do biura do Beaty i załatwiać pracę, obiecał nam wizytę u burmistrza, u którego ma ponoć pracować za jakiś miesiąc w biurze za ponad 2tys euro. Wszystko super, Beata załatwiła im podpisanie umowy o pracę w Nurnbergii w Playmobil na produkcji. Mięli wstać o 5 rano, bo o 8 byli umówieni w biurze. Tak więc zrobili, wstali, wyszli przed 6, żeby dojść na pociąg z torbami Bodzia, zrobiłam im kanapki dzień wcześniej na drogę i byłam niesamowicie ucieszona, że w końcu praca się udała pomimo, że tak daleko, bo prawie 45km drogi od domu to i tak jest praca, może uda się załatwić mieszkanie w większym mieście. Idealnie poniekąd. Ale co? Godzina prawie 7, słyszę pukanie do drzwi. Kto to o tej godzinie?? S.? Co Ty tu robisz? 
Słuchaj tego. Bodziu po drodze zaczął narzekać, że źle się czuje i musi się wyrzygać, złapał go kac morderca a dla alkoholika to przejebane. Wyrzygał się w krzakach i zaproponowałem mu, że skoczę mu na stację po flaszkę. Nie chciałem mu brać piwa, bo zaraz by mu nie starczyło a wódki weźmie pare łyków, ogarnie i na lekkiej piździe wszystko załatwimy. Kupiłem mu więc flaszkę na stacji, wypił trochę, potem znów i w pociągu, pare minut przed odjazdem mówi do mnie "Seba słuchaj, wszystko spokooojnie, prześpimy się w pensjonacie i jutro z samego rana pójdziemy do biura i wszystko załatwimy, bo ja nie idę dziś do biura". Więc 2 minuty przed odjazdem powiedziałem mu, że idę się wysikać, wyszedłem z pociągu i jestem. 
Co proszę?! I co teraz?? Co z pracą? Załamałam się.. Jest środa i z pracą nadal lipa.. W ciągu tego tygodnia kupiłam dla Antosia pare rzeczy, zrobiłam małe przemeblowanie, bo S. zanim wrocil ze szpitala poprosił mnie żebym zmieniła w naszym domku coś, żeby nie wracał do tego samego gówna. Posprzątaliśmy pare razy podczas pobytu naszego "gościa" ale bez sensu. S. nawet umył okna :).


Od niedzielnego wieczora zastanawialiśmy się nad tym gdzie jest Bodzio, czy pojechał tam pracować sam, czy wróci do nas, czy zadzwoni czy co? S. w poniedziałek skontaktował się z Beatą i dowiedział się, że Bodziu przyszedł do biura ale Beata powiedziała, że jest zamknięte. Na następny dzień znów do niej przyszedł zapytać czy ma dla niego jakąś pracę, ale odpowiedziała mu, że nie chce go więcej tu widzieć i mu nie pomoże. Doskonale wiedziała, że przychodził do niej najebany za każdym razem, poza tym poznała również ich niedzielną przygodę i to, że przez niego stracili szansę na pracę. A zatem okazuje się, że Bodzio nigdzie wtedy nie pojechał i wrócił do Neustadt. Wczoraj czyli we wtorek pukał do naszych drzwi ale mu nie otworzyliśmy, olał nas i naszą pomoc, więc razem doszliśmy do wniosku, że nie chcemy mieć z tym człowiekiem nic wspólnego.. 
Byliśmy przedwczoraj na wycieczce do Abensbergu po zakupy, S. nadal chodzi w japonkach a jesień już za oknem, chcieliśmy kupić jakieś buty, poszliśmy do paru sklepów, nawet do zoologicznego dowiedzieć się w jakiej cenie są króliki :). Wróciliśmy sobie na stopa ale do połowy drogi, bo przed naszym miastem są jakieś roboty drogowe. Odkryliśmy, że nasze małe dotychczas miasteczko wcale nie jest takie małe. Szliśmy do domu przez pola ziemniaków, kukurydzy, chmielu i róż. Potem dalej przez jakieś osiedla domków jednorodzinnych i wpadliśmy na pomysł, żeby wieczorem wpaść na pole ziemniaków i zebrać trochę do domu. Nie poszliśmy jednak tam w poniedziałek, bo byliśmy zbyt zmęczeni ale za to nadrobiliśmy to wczoraj.


Znaleźliśmy w Abensbergu dziwny sklep z lalkami, które są... Sami zobaczcie, te niemowlaki są przerażające!
Na koniec wycieczki nakarmiliśmy kaczki i w sumie muszę stwierdzić, że od kiedy Bodzia nie ma jest idealnie. Kłócimy się na prawdę prawie w ogóle. Tylko dziś płakałam pare razy, cały czas przeszkadza mi brud, to, że muszę myć naczynia, cały czas coś mnie irytowało, do tego S. mnie przedrzeźniał z wkurwienia, powiedziałam mu, że piszę bloga, a on na to, że nie chce być na tym blogu, nie chce, żebym o nim wspominała czy cokolwiek wrzucalo ale to jest taki mój pamiętnik, dzięki pisaniu jest mi łatwiej poukładać wszystko w głowie, zastępuje mi to ludzi, których miałam w domu na co dzień a teraz nie ma nikogo... Facebook, smsy, wiadomości, meile, telefony to nie to samo co rozmowa twarzą w twarz.


To koniec na dzisiaj. Trochę zdjęć, trochę informacji. Wszystko nadrobione. 15ego mam wizytę u lekarza i muszę sporządzić sobie listę pytań dotyczących szpitala, opieki położnej itd. 
Kupiłam taką klawiaturkę do tableta, dzięki niej pisze się dwa razy szybciej i jest wygodniej :). 
Trzymajcie się ciepło i czekajcie na kolejny post.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2014/09/122-co-z-ta-praca.html