8/06/2014

06.2 Combo zdarzeń

Minął miesiąc, w sumie ponad miesiąc od kiedy napisałam ostatniego posta. Jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Wciąż jeszcze zalegam z opowiedzeniem Wam (o ile ktokolwiek tu zagląda i czyta moje bardzo intymne i prywatne wypociny) tego co działo się przez ten baaaaardzo długi okres czasu wcześniej. W każdym razie... Ostatni post napisany był na początku lipca czyli po urodzinach S.
W ciągu tego czasu dowiedziałam się o niezbyt ciekawej sprawie, przeżyłam piekło, zgubiłam ważny element mojego obecnego życia no i... Tak.
S. pracował sobie i za wypłatę dostałam od niego wczesny prezent czyli malutki aparat fotograficzny, o którym mówiłam mu parę razy. W sumie to wszystko zaczęło się dziać jakoś w połowie lipca, bo prezent dostałam 14.07. Poniżej macie pare pierwszych fotek jakie nim zrobiłam. Noszę go właściwie wszędzie, ostatnio też nabyłam kartę pamięci 34GB, żeby mieć miejsce w pakięci na każdy dzień :).


Wszystko układało się idealnie, wręcz książkowo. Robiłam listę rzeczy, które muszę nabyć dla dziecka, siedziałam w necie na stronach sklepów z mebelkami, ebayu, czytałam mnóstwo artykułów i czas tak leciał. Marzyliśmy już o tym, żeby przenieść się na swoje mieszkanie, kupić do niego meble i żyć już tylko czekając na małego Antosia. Ale jak zwykle moja kobieca intuicja musiała mnie ponownie zaskoczyć.
Ostatni dzień jaki spędziliśmy radośnie w towarzystwie naszych (byłych już teraz) lokatorów, do tego na wycieczce do sąsiedniego miasteczka to była sobota 19 lipca no i może jeszcze dzień wcześniej, bo wtedy poszliśmy zjeść ogromną porcję gofrów! Tego dnia podjęłam też ważną dla każdej kobiety decyzję o ścięciu włosów a mianowicie moich dreadów. 
Rano poszłam do fryzjera, zebrał się malutki tłumik dzieci przy wejściu żeby zobaczyć dziewczynę, która ścina swoje patyki. W zamian za wytrwałość i odwagę dostałam kapelusik od mojego S., w razie gdybym bała się chodzić z odsłoniętą głową. Ale wszystko poszło idealnie, mówię Wam, że nigdy nie czułam się na głowie tak wygodnie!
Po powrocie do domu dostaliśmy propozycję wspólnego wypadu do Abensbergu, do miasteczka piwnego i na spacer. My oczywiście nie piliśmy ale za to zrobiłam kilka ładnych fotek :). Dowiedziałam się, że kiedy w Niemczech zaczyna się Oktoberfest to właśnie w tym miejscu. 
Zleciały może dwie godziny i znów byliśmy z powrotem, odpoczęliśmy, zrobiliśmy obiad, a wieczorem poszliśmy na spacer i lody. Idealny dzień nieprawdaż? Dla mnie to już jest zbyt mocne przekonanie o tym co stanie się na następny dzień...


Rano obudziło nas pukanie do drzwi. Bodziu... Starszy pan, który towarzyszył i pomagał nam w ostatnich tygodniach pod namiotem. Przebrzydły śmierdzący alkoholik. S. poszedł z nim wyjaśnić pewną sprawę finansową na dół pod dom, a ja korzystając z okazji, że zostawił telefon postanowiłam go sprawdzić. Po tym jak w czerwcu go sobie kupił i minęło trochę czasu zaczął go pilnować jak oka w głowie, pozmieniał wszędzie hasła (pomimo, że zawsze oboje mieliśmy dostęp do swoich kont i niczego nie blokowaliśmy), a jeszcze wcześniej powiedział, że robi to dlatego, że nie chce żebym czytała wiadomości od jego kumpli, które są prywatne i takie tam, żebym się nie denerwowała jak pisze z ziomkami o laskach itd. Podejrzane prawda? No właśnie. 
Pierwsze co zrobiłam to facebook. I poleciała lawina zdarzeń. Przeczytałam rozmowę z jakąś dziewczyną o Woodstocku, o tym, że nie może się doczekać aż zobaczy ją nago, jak będą się ostro pieprzyć w namiocie, że będzie miał pieniądze i odjebią zajebisty melanż, że ona musi przyjechać a jak nie to on odwiedzi ją w Holandii. Załamałam się. Poszłam na dół, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, zaczęłam się dusić, dławić, drapać, oszalałam, niestety w takich sytuacjach muszę przyznać, że nie jestem do końca zdrowa psychicznie. Usłyszałam, że S. siedzi na dole, zeszłam do niego i do Bodzia, uderzyłam go w twarz, powiedziałam co wyczytałam i rzuciłam w niego pierścionkiem zaręczynowym, co było ogromnym błędem z mojej strony, ponieważ od tamtego momentu już go nie mam, a był dla mnie najważniejszym malutkim skarbem jaki kiedykolwiek dostałam... Teraz kiedy o tym piszę mam łzy w oczach...
Nie oddałam mu telefonu. Przefiltrowałam pozostałe rozmowy, wszystko kręciło się tylko i wyłącznie wokół Woodstocku. A czemu mnie to z jednej strony tak boli a z drugiej nie? Dlatego, że pare tygodni wcześniej mówił mi, że bierze wolne w pracy na pare dni, bo musi jechać spotkać się z tatą, odebrać od niego moje walizki, podpisać dokumenty i odebrać inne potrzebne do ślubu cywilnego. Wszystko było jedną wielką bujdą. Zadzwoniłam tego dnia do jego ojca, który powiedział, że pierwsze słyszy o jakimś spotkaniu i że wszystko wysyła pocztą. Wspaniale.
Okłamał mnie, będąc trzeźwym, byłam przekonana, że jest prawdomówny, że nie kłamie jak nie pije, że to wszystko jest idealne, że ja i Antoś jesteśmy najważniejsi... Całe to gadanie żebym się nie stresowała, że pojedzie i wróci. A jak bardzo bolało mnie kiedy płakałam mu w rękaw prosząc żeby zdążył wrócić na moje urodziny 3 sierpnia, a on mówił, że się postara.... Postara?! Ma być, to oczywiste! 
W każdym razie tego dnia czyli w niedzielę, kiedy dowiedziałam się o Woodstocku i tej szmacie, on wypił z "ziomkami". Załamał się, że wiem i wpadł w ciąg. Nie ma sensu opowiadać dzień po dniu co się działo, bo jestem osobą współuzależnioną od alkoholika więc jego ciąg jest dla mnie zlaną kupą zdarzeń podczas, których obsesyjnie go kontroluję, szukam, sprawdzam, dzwonię po ludziach a kiedy jest obok to płaczę, biję i szukam winnych. Akurat wtedy był tydzień kiedy nie pracował, bo jego pracodawca był na urlopie i po prostu musiał poczekać na przeniesienie z firmy do firmy. Szkoda bo tydzień pracy w tył. 
Minął poniedziałek, wtorek, środa, czwartek i jakoś w tym czasie poszłam do lekarza poprosić o tabletki podobne do relanium, żeby pomogły mu wyjść z ciągu. Dostałam Diazepam 5mg, za słaby... Sama zjadłam dwie w godzinach załamania, choć w ciąży nie powinnam. Odbyłam też rozmowę z jego ówczesnym najlepszym ziomkiem w tym mieście, który opowiedział mi po pijaku, że mój S. opowiada wszystkim w pracy np. o tym jaką zajebistą dupę widział w mieście i że aż musiał zwalić sobie konia w domu, bo nie mógł wytrzymać, przyznał się, że ma problem z pornolami i że musi je oglądać, dowiedziałam się, że wszyscy w pracy się z niego śmieją, że o tym gada. Ma mnie i musi to robić, pojebane. Co do tej szmaty to podobno kiedy w tamtą pamiętną sobotę dowiedziałam się o niej, on przyszedł do niego i był załamany, że wiem, namawiał, żeby iść się najebać. Poza tym rozmawiałam z nią również osobiście. Sprawdziłam też skype, na którym pisał jej, że nie jest ze mną, że odpierdala mi, że wszystko będzie okej... Ona powiedziała mi, że kiedy spotkają się na Woodstocku, to po nim będą chcieli razem uciec. I co ja mam myśleć kiedy w jednym momencie dowiaduję się od ludzi dookoła, że ja i mój synek jesteśmy gówno warci dla kogoś, kto dla mnie jest wszystkim... Co dalej.
Piątek, sobota. Poszedł do lekarza sam poprosić o coś silniejszego. Dostał Tranxilium 20mg, wydawało mi się, że pomagały ale on gadał o zastrzyku relanium w dupę i że za słabe. Przez cały tydzień leciał na około 15 piwach dziennie. Niedziela zapił leki wódką. Zadzwoniłam po pogotowie, bo wiedziałam, że inaczej nie da rady wyjść sam, zwłaszcza, że juz wtedy przestał jeść, co jest bardzo złym znakiem w ciągu. Po 16 pojechałam karetką do Kelheim 20km od domu, tam załatwiłam z lekarzami to co trzeba było wyjaśnić, jakie leki itd zabrałam jego rzeczy z oddziału intensywnej opieki i ruszyłam na stopa do domu. 
Oczywiście aparat był ze mną.


Na następny dzień rano pojechałam go odwiedzić i wyjaśnić z lekarzami pewne nieporozumienie, ponieważ po parudniowej kuracji chcieli go przewieźć na detoks, a jak nam już był ten temat znany, zabraliby go na nie wiadomo jak długo do psychiatryka i zostałabym sama. Dlatego też trzeba było to załatwić. Siedziałam z nim od rana do wieczora. 
Kolejnego dnia musiałam być w szpitalu o 8, żeby podpisać jakiś dokument, dać mu świeże rzeczy, bo miał być wypisany. Pamiętajcie, że nigdy nie wiadomo ile będziecie stać na stopa jak już stoicie nawet, jeżeli wasz cel jest na prawdę blisko. Wyszłam z domu o 7:30 a 20km dalej byłam około 10... Szkoda gadać. W każdym razie wypisali go, poszliśmy na zakupy, pokłóciliśmy się i co najważniejsze - wyjaśnił mi jako tako całą tą sytuację. Powiedział, że ta szmata, z którą pisał była tylko i wyłącznie tylko po to, żeby nakręcić jego ziomka na Woodstock, żeby miał co poruchać, po za tym miało być śmiesznie, przyznał, że to błąd, że mnie oszukał ale ten ZIOMEK go tak nakręcił, że o niczym innym nie myślał. Nie ważne. 
Postanowiłam, że nie mam zdania na ten temat. Czy to prawda czy nie, nie wierzę w żadne słowo w tym temacie i po prostu w głębi serca liczę, że to nigdy się nie powtórzy. Nadal oczywiście sprawdzam mu telefon, ale jak na razie niczym jeszcze mnie nie zranił oprócz tego, że nadal ogląda pornole jak pojebany pomimo tego, że z brzuchem staram się jak mogę by był zaspokojony i nie oglądał tego gówna... Ale o tym pisać nie będę. 
Co się działo dalej? Wróciliśmy do normalności, S. dostał przesyłkę od taty z lekami na kolejne dwa miesiące, ja się w końcu uspokoiłam. Przeprowadziliśmy się do swojej małej kawalerki na samym dole tego samego budynku. Nie mamy kuchni ale za to mamy trzy łóżka, duże okna przez które można wyjść na trawę, malutki telewizor z niemieckimi kreskówkami i w końcu swoją łazienkę. To były te dobre rzeczy. Do tych złych należało to, że jakiś pojeb zadzwonił do szefa S. i powiedział, że ten mnie bije, co jest tak nieprawdziwe, że aż śmieszne, że pije i bierze takie leki, że nie powinien pracować. Więc szef go zwolnił. I co mamy zrobić kiedy w małym miasteczku jest tylko jedno biuro pracy i tylko dwie fabryki? Postanowiliśmy chodzić codziennie do biura i próbować to jakoś wyjaśnić. 
Dlaczego Polacy to takie buraki za granicą? Wiedzą, że mamy cieżko, że dopiero zaczynamy, że musimy zadbać o to, by synek miał to czego potrzebuje, warunki, wszystko, to nie. Zawsze znajdzie się jakiś debil, który nie ma swojej rodziny więc "zaopiekuje" się czyjąś....

Tak wyglądał pokój przed przemeblowaniem:

A tak już po:

W każdym razie to na tyle w tym skromnym poście. Miałam chyba wenę do tego by coś napisać. Trzymajcie się ciepło, postaram się pisać częściej jak wcześniej ale nie chcę, żeby S. widział, co piszę. Na razie nie pracuje więc czas jako tako spędzamy razem. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2014/08/168.html