Tak minęła pierwsza noc i zaczął się dzień, pojawił się ogólny ból pleców, masakra. Kolejna noc nie przespana i pach doliczam do miejsc przepełnionych bólem nogi. Po nogach doszła jeszcze głowa i oczy. No myślałam, że umrę. Zniknął dla mnie sen, jedzenie i ruch. W połowie trzeciego dnia zwijania się z bólu stwierdziłam - jedziemy do lekarza. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do ginekologa. Na wejściu dostałam od razu opieprz, że nie mówię po niemiecku a MUSZĘ ale udało mi się powiedzieć co mi dolega w połowie popłakując z bólu. Zrobili mi te badania co zawsze czyli sprawdzili ciśnienie krwi, wagę, czy dzieciątko jest całe i zdrowe no i badanie moczu. Dłuższa chwila spędzona na fotelu w gabinecie pozwoliła mi dowiedzieć się, że muszę udać się do urologa jeszcze tego samego dnia, bo już recepcjonistka mnie umówiła. Pojechaliśmy. Jeszcze raz usg, sikanie do kubeczka i okazuje się, że cała moja agonia spowodowana jest bakteriami w organizmie. Muszę brać antybiotyk i biorę go od wtorku razem z paracetamolem i innymi moimi witaminami. Kolejną wizytę miałam wczoraj, na której doktor wyjaśnił mi mniej więcej skąd biorą się te złośliwe bakterie, które sprowadzają mnie do tak krytycznego stanu. I tyle. Siedzę w domu, biorę leki, coś tam jem i piję w nocy.
Jutro z kolei mój mężczyzna ma 24te urodziny. Przygotowywałam mu malunek w szopie obok naszego miejsca zamieszkania, ale niestety brak farb i moja choroba spowodowała, że wszystko na marne. Jutro o 8 rano muszę się wybrać do Kauflandu po prezent, tort, świeczki i balony dla mojego ukochanego. Po pracy czyli jakoś po 6 rano będzie dopiero w domu i od razu musi się przygotować do testu teoretycznego na wózek widłowy w szkole jazdy o 8. Życzę mu powodzenia w urodziny :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz