No i nowy rok się zaczął. Nowe przyjaźnie, nowe wspomnienia, nowe problemy, te większe i mniejsze. Myślę, że jestem gotowa, żeby pomagać i radzić jak wcześniej. Dla innych nic nie mówić, po prostu być i wspierać swoją obecnością. Chcę przestawić swoje nawyki na bardziej korzystne dla zdrowia m.in. w końcu pozbyć się nikotyny, tłuszczów i cukrów, pić więcej wody i znów zacząć pływać. Muszę znów wrócić do robienia zdjęć i wrzucania ich na DeviantArt, wrócić do robienia bransoletek, jazdy na rolkach ze starą przyjaciółką nad jezioro i z powrotem. Chciałam wyjechać z przyjaciółką do Londynu na wielkie zakupy, może tam je polubię. Zawsze marzyłam, żeby zobaczyć festiwal w czerwcu i Sylwester, odwiedzić Azję z tatą, zjeść prawdziwe sushi.
Ostatnio po paru nieprzyjemnych sytuacjach zdałam sobie sprawę, że chciałabym żeby mój tata w końcu się zakochał i był w stu procentach szczęśliwy. Skoro nie chce wrócić do Polski, to niech założy rodzinę u siebie, w Londynie. Po skończeniu szkoły zamieszkałabym u niego i tam zaczęłabym studiować. Marzenia a rzeczywistość to jednak dwa różne światy.
Wyznałam komuś miłość i boję się, że w końcu zdam sobie sprawę, że to był duży błąd. Zranię Go i będzie cierpiał jak przez ostatnie trzy miesiące. Boję się miłości. Tak bardzo bardzo bardzo. Wszystko niszczę, nie chcę łamać serca komuś kto dał radę mnie pokochać taką jaką jestem. Umrę związek i znów będzie piekło, motyle padną i nie wzniosą się ponownie przez dłuższy czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz