Znowu dopadła tę stronę kilkumiesięczna przerwa. Widocznie bez tego się nie da.
Co u mnie? Czemu się nie odzywa, czy coś się zmieniło? Co mogę powiedzieć. Wciąż coś się zmienia, podejmuję coraz to nowsze i odważniejsze decyzje. Staję na nogi, powoli, ale każdy krok do przodu się liczy.
W skrócie opowiem tu co wydarzyło się od lutego.
W połowie lutego wróciliśmy do Polski. Straciliśmy dom w Neustadt, zostaliśmy zmuszeni do sprzedania tego, co udało nam się zyskać, by stworzyć swój dom. Wszystko po to, by móc zacząć jeszcze raz, kolejny raz na nowo. Okazało się, że Antoś miał krztuśca, czego nie potrafili w Niemczech zdiagnozować. Na szczęście już po wszystkim. Brał antybiotyk, wykaszlał się na zapas i miejmy nadzieję, że nie zachoruje więcej na nic poważnego.
W marcu zamieszkaliśmy we własnym mieszkaniu, przewieźliśmy tam cały nasz pozostały dobytek i plan był taki by zamieszkać w Pile na jakiś czas, może kilka lat, może nie. Co dalej? No co mogło być dalej. Moje nieszczęście w życiu wygrało, nie pomieszkaliśmy nawet dwóch miesięcy i musieliśmy się wyprowadzić. S. pił, pił, pił, pił, pił, pił, pił aż by się zapił. A ja nie byłam w stanie utrzymać domu i pracować, zapożyczać się i prosić innych o pomoc, tak by utrzymać 3 osobową rodzinę. Logiczne.Wyprowadziłam się w sumie sama. Co mogłam wziąć to wzięłam, co musiałam sprzedać, sprzedałam. Wpadłam w kolejne długi, bo jakżeby inaczej. Kablówka, rodzina itd. A ja nadal w miejscu.
Zamieszkałam u mamy. Razem z Tosiem stworzyliśmy swój mały kącik do mieszkania na czas, aż nie wymyślę czegoś nowego, a czas nagli.
Tymczasowo podjęłam pracę, znalazłam opiekę dla malucha i tak pociągnęłam nie całe dwa miesiące. Każdy grosz jest ważny w moim przypadku. Pracowałam jako korepetytor języka angielskiego dla dzieci z podstawówki i gimnazjum na dłuższą metę i jako sprzedawca w sklepie odzieżowym w Camaieu (moją opinię większość ludzi już zna na ten temat, bo skomentowałam ten okres czasu na Facebooku, ukryłam jednakże ten post z uwagi na dalsze problemy w znalezieniu pracy. Nie każdy chciałby zostać obsmarowany gównem na portalu społecznościowym przez jakąś nic nieznaczącą gówniarę :).)
Poza tym w sprawach sercowych miewały na prawdę bardzo bardzo złe momenty, no i chwile uniesienia, ale bądźmy szczerzy. Raczej nie były one aż tak ważne i znaczące. S. spieprzył sprawę. Cała moja rodzina, bez wyjątków wycięła Go z życiorysu, jego również. W kilku słowach: kłamstwa, kradzieże, oszustwa, szałasy, pijaństwo, leki, karetki, szpitale, odwyki, bez zmian. Niby po raz setny podjął leczenie ale przerwał, zdążył w tym czasie powtórzyć całą tę listę. Szkoda, że nie da się. Nie widzę szansy dla Niego. Teraz (chociaż mam wrażenie, że bez przerwy zmieniam zdanie) na prawdę nie widzę. Marskość wątroby stwierdzona, na co on chory NIE jest? Dobre pytanie. Przykro mi to przyznać ale można mu już odliczać dni.
Obecnie planuję na przełomie września i października wyjazd na stałe do Anglii, tak jak planowałam w liceum. Znaleźć pracę, mieszkanie, zacząć od nowa szkołę, albo chociaż ją ukończyć i podejść do ichniejszej matury. Pójść na studia i jakoś to wszystko ułożyć. Antek niedługo będzie na tyle duży, że zacznie przedszkole i nie będzie takiego problemu z opieką jak teraz. Chcę zacząć w końcu żyć normalnie, uwolnić się od wszystkich ciężarów, długów, a tylko to chodzi mi teraz po głowie.
Przez kilka ostatnich miesięcy miałam problem z załatwieniem dokumentów dla Małego, pesel, dowód, zdjęcia, szczepienia, chirurg, ortopeda, skierowania i lekarze. Ale w tym momencie czekam jedynie na odbiór jego dowodu i sprawę o alimenty. a potem WSIO! i mnie tu nie ma, nareszcie!
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2015/08/12-be-right-back.html
https://klaudiaurszula.blogspot.com/2015/08/12-be-right-back.html





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz