Myślę, że stopniowo mogę zacząć opisywać co się wydarzyło przez ten czas. Ale żeby było dokładniej, nie napiszę wszystkiego od razu.
Ostatni post dodałam 21 lutego 2013 roku. To były ferie, czas spędzony raczej z tatą, w głowie miałam zerwanie z Fabianem ale z drugiej strony w powietrzu unosił się słodki zapach czegoś nowego z zupełnie inną osobą. Było pare uniesień to z jednym, to z drugim, z trzecim nie do końca - i dobrze. Pierwszy był już przeszłością, która uporczywie nie chciała odejść, drugi był.. Hm.. Nie nazwałabym tego ani nadzieją, ani zabawą, może był "dobrą pomyłką", trzeci był nadzieją i bezsensownym celem.
Będąc z tatą i bratem na feriach w Portugalii tak sobie istniałam, pisałam miłe słówka, płakałam wspominając ale też układałam plany. Po powrocie nastąpił nagły zwrot wydarzeń. Przeskoczę do marca. W tym miesiącu zrezygnowałam z
drugiego na rzecz trzeciego, po tym, jak pierwszy dowiadując się o
drugim stwierdził, że jestem "dziwką, kurwą, suką, szmatą, że go zdradzałam, że nigdy nie zaznam prawdziwej miłości, której tak na prawdę nie jestem warta". Te słowa okrutnie zapadły mi w pamięć. Wydaje mi się jednak, że pierwszy (czyt. Fabian) nie miał racji. Nigdy nikogo nie zdradziłam, twierdzi tak, bo nadal staraliśmy się jakoś uregulować nasze relacje, pomimo, że sprowokowałam go do zerwania w Sylwestra. Nikt nie dałby rady dusić się w TAK ciasnej klatce TAK toksycznego związku. A ja bałam się zerwać, więc to on musiał to zrobić. Te słowa brzmią na prawdę jak słowa wrednej suki...
Usuwając na zawsze z mojego życia Fabiana, skupiłam się na drugim i trzecim. Drugiego nazwę Loczek, a trzeciego Workiem. Worek pojawił się znikąd. Pracował w klubie jako kelner, znajomy wielu osób w moim mieście. Zaczęło sie od tego, że pomagał mi wieloma rozmowami zapomnieć o
Fabianie, lubiłam spędzać z nim czas, miał rację w wielu kwestiach i przyjemnie się go słuchało. Na
pewnej imprezie w pracy tak się najebał, że zgodziłam się zaopiekować się jego zwłokami przed powrotem do domu, wtedy doszło do pierwszego zbliżenia na klatce schodowej w wieżowcu. Bardzo nalegał na to, co lubi każdy facet ale nie zgodziłam się twierdząc, że nie chcę należeć do tych, które zniżają sie do poziomu seksu na klatce z pierwszym pod ręka...
Fabianie, lubiłam spędzać z nim czas, miał rację w wielu kwestiach i przyjemnie się go słuchało. Na
pewnej imprezie w pracy tak się najebał, że zgodziłam się zaopiekować się jego zwłokami przed powrotem do domu, wtedy doszło do pierwszego zbliżenia na klatce schodowej w wieżowcu. Bardzo nalegał na to, co lubi każdy facet ale nie zgodziłam się twierdząc, że nie chcę należeć do tych, które zniżają sie do poziomu seksu na klatce z pierwszym pod ręka...
Jednak cała ta sytuacja zmusiła mnie do tego, by powiedzieć Loczkowi, że nie chcę jednak kontunuować naszych bliskich kontaktów, nie chcę robić mu nadziei i jednak wolę mieć w nim dobrego kumpla niż chłopaka.
Został Worek. Z nim zaczęło sie bardzo komplikować, bo jego dziewczyną była moja bardzo dobra koleżanka..
Spokojnie to był dopiero marzec, jeszcze mam do przypomnienia ponad rok! Napiszę przy napływie weny, cya!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz